wtorek, 28 lutego 2017

Podsumowanie lutego


Najkrótszy miesiąc się właśnie kończy, więc czas na podsumowanie.






W miesiącu luty przeczytałam 16 książek:

1. Prezent Hanna Fleszar.
2. Szept wiatru Sylwia Trojanowska.
3. Cień burzowych chmur Edyta Świętek.
4. Piętno Midasa Agnieszka Lingas-Łoniewska.
5. Making faces Amy Harmon.
6. Boys from hell Agnieszka Lingas-Łoniewska.
7. Manwhore +1 Katy Evans.
8. Dolina śmierci Konrad Sikora.
9. Caraval. Chłopak, który smakował jak północ Stephanie Garber.
10. A w bałkańskim kociołku... Skarlet.
11. Ogniskowa J. D. Bujak.
12. Odważona Danuta Awolusi.
13. Barwy miłości. Zatracenie Kathryn Taylor.
14. Wołyń bez litości Piotr Tymiński.
15. Banda, cz.I. Ryder i Eillen Karolina Sudoł.
16. Skazaniec. Tom II Krzysztof Spadło. 

Łącznie daje to:

5322 przeczytane strony
czyli ok. 190 stron przeczytanych dziennie

Wspólnie z Claudią z Zaczytanej przeprowadziłyśmy 2 wywiady (Agnieszka Opolska, Beata Zdziarska).

Pojawiła się również druga odsłona Blog talk show, gdzie mieliście okazję lepiej poznać autorkę bloga Recenzje Agi.

Objęłam patronatem medialnym książkę Cień burzowych chmur oraz 5 audiobooków.



 







Mogę więc przyznać, że jestem zadowolona z ogólnego wyniku w tym miesiącu.


A jak luty przedstawił się u Was?



"Skazaniec. Tom II" Krzysztof Spadło





*Tytuł: "Skazaniec. Tom II"
*Autor: Krzysztof Spadło
*Wydawnictwo: Kago
*Rok wydania: 2015
*Ilość stron: 415


*Ocena: 10/10
*Opis:

Kontynuacja bestsellerowej powieści Krzysztof Spadło "Skazaniec". "Z bestią w sercu" to obraz życia za murami więzienia, relacji panujących pomiędzy osadzonymi a służbą więzienną. Historia bohatera wzbogacona o prawdziwe wydarzenia z okresu przedwojennej Polski. Wciągająca akcja, barwny język i żywe dialogi pozwalają przenieść się czytelnikowi w ten nieznany, bezwzględny świat.
Jest to książka o walce toczonej każdego dnia, o przetrwanie i utrzymanie pozycji w więziennym środowisku, gdzie jedni potrafią zachować status człowieczeństwa a inni odkrywają w sobie bestię.

*Moje odczucia:



Wracamy na łamy więzienia we Wronkach, by znów bacznie obserwować losy skazanego na dożywocie Ropucha. Zaintrygowana powieścią I tomu, z wielkim zaciekawieniem wtargnęłam na łamy kolejnego. To, co wciąż nie daje mi spokoju, to przyczyna pojawienia się Żabikowskiego we więzieniu z wyrokiem dożywocia. Autor po raz kolejny umiejętnie skrywa przed nami tę tajemnicę, ujawniając tylko rąbek tej zagadki, co sprawia, że czytelnik z zapartym tchem czyta o losach skazańców.





W tej części nasz główny bohater przemienia się poniekąd w bestię. Czasami nie rozumiałam co nim kieruje, dlaczego daje się wciągać w te chore sytuacje, dlaczego jego serce momentami stawało się twarde niczym głaz? Bo w gruncie rzeczy, wciąż wierzyłam, że w środku to człowiek, który ma uczucia, który wie, że nie powinno się wyrządzać nikomu krzywdy. Byłam na niego wściekła, kiedy stawał się bestią, kiedy nie słuchał rad swego przyjaciela Ojczulka. Niestety, człowiek sam uczy się na własnych błędach, o czym dobrze przekonał się Ropuch. W końcu zaczęło do niego docierać, że to co robi to czyste zło, które nie powinno w ogóle mieć miejsca.
"- Nie udało mi się ochronić cię przed własną zawziętością - odezwał się nagle staruszek. - Jak to powiadają, nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe. Życie nauczyło mnie, że to, jakimi jesteśmy ludźmi i co dajemy światu, wraca do nas ze zdwojoną siłą."
 Ludzie pragną mieć przyjaciół, bo któż chciałby wieść samotne życie? Nawet w więzieniu ludzie pragną mieć z kim porozmawiać, spędzać wspólnie czas. Jednak Stefan doskonale zdawał sobie sprawę, że w takim miejscu, w jakim się znajdował nie ma miejsca na przyjaźń. W tym miejscu nie można ufać nikomu. Bo co z tego, że człowiek przywiązuje się do drugiego człowieka, skoro tamten w końcu opuści mury i zapomni o tych, którzy wciąż tam pozostali? A w sercu zaczyna rodzić się pustka i ból.

Lata lecą za latami, autor umiejętnie przeprowadza nas przez ten czas, dawkując nam nie tylko historie więźniów, ale również wplatając prawdziwe wydarzenia z okresu przedwojennej Polski. Niewątpliwie ważnym tematem jest tutaj przewrót majowy. W międzyczasie we Wronkach pojawiają się także więźniowie polityczni, którzy sami nie do końca wiedzą, dlaczego znaleźli się w tym miejscu.



Jesteśmy świadkami, jak postęp rusza się do przodu, jak zachodzą zmiany w więzieniu. Wprowadzono bibliotekę, gdzie więźniowie mogą czytać prasę oraz książki, mogą oficjalnie pisać korespondencję. Ale przede wszystkim jesteśmy świadkami przemiany wewnętrznej Stefana Żabikowskiego, która robi wrażenie.
"Kto jak kto, ale ja doskonale zdawałem sobie sprawę, do czego może doprowadzić ślepa zawziętość. Miałem za sobą takie przeżycia, doświadczyłem ich i chyba wyciągnąłem odpowiednie wnioski."
Jedno jednak się nie zmieniło. Więzienie to miejsce, w którym każdy z więźniów toczy walkę o to, by przetrwać. Są tacy, którzy nie wytrzymują, są tacy, którzy podejmują się próby ucieczki, a są tacy, którzy zaczynają działać instynktownie, nie bacząc na konsekwencje swoich czynów. Pojawiają się tacy skazańcy, którzy są pozbawieni człowieczeństwa, ale również i tacy, którzy odkrywają w sobie bestię.


Film krótkometrażowy Skazaniec II - "Z bestią w sercu"

Krzysztof Spadło po raz kolejny zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jego książki, aż się proszą o ty, by je przeczytać. Język, którym się posługuje jest niezwykle barwy oraz plastyczny. Czytelnik sunie przez treść niczym sportowiec biorący udział w zawodach sprinterskich. Ta książka, to obraz tego, o czym sami tak naprawdę nie mamy pojęcia. Bo to, co dzieje się za więziennymi murami, dla wielu osób wciąż pozostaje zagadką.

Skazaniec. Tom II to książka obok której nie można przejść obojętnie. Odzwierciedla nam obraz realiów życia w więzieniu. Sprawia, że momentami tracimy wiarę w człowieczeństwo, ale przede wszystkim zabiera nas na spacer za murami wraz z bohaterami powieści. Z ręką na sercu, polecam.


Zapraszam na fragment powieści




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Wydawnictwu



poniedziałek, 27 lutego 2017

Wywiad - Beata Zdziarska


Luty powoli się kończy, za oknem była dzisiaj przepiękna wiosna, więc z tej okazji wspólnie z Claudią z Zaczytanej zapraszamy na wywiad, który tym razem przeprowadziłyśmy z Beatą Zdziarską.


1. Od urodzenia mieszka Pani w Gdańsku. Kocha Pani to miasto, a może zawsze marzyła, by zamieszkać gdzieś indziej? 

Tak, od urodzenia mieszkam w Gdańsku, mieście, które kocham. Kiedyś marzyłam, żeby przenieść się w Bieszczady (serio!), ale kiedy dowiedziałam się, jak srogie potrafią być tamtejsze zimy, zarzuciłam swój pomysł. Potem błąkała mi się po głowie myśl przeprowadzki w okolice Krakowa, bliżej ukochanych Tatr. Pozostało to jednak w sferze pomysłów z przeszłości. Teraz nie chcę wyprowadzać się z Gdańska.

2. „Zagubiony szlak” jest Pani debiutem.  Czy pomysł na tę książkę zrodził się z Pani zamiłowania do podróży?

Nie, pomysł zrodził się z wielu życiowych refleksji, obserwacji życia, doświadczeń, także religijnych. Osadziłam akcję w Bieszczadach, bo jest to miejsce magiczne, z którym łączę wiele wspaniałych wspomnień.

3. Jaką osobą jest Beata Zdziarska?

O rety! Trochę szaloną, trochę romantyczną i marzycielską! Próbuję jednak stąpać po ziemi, przecież nie można całe życie bujać w obłokach. Lol

4. Wiemy, że lubi Pani poznawać różne kultury. Która z dotychczas poznanych najbardziej Panią fascynuje i dlaczego?

Właściwie każda odmienna kultura intryguje, w każdej można znaleźć coś fascynującego: architekturę, sztukę, kuchnię. Najbardziej cenię kulturę grecką. Łączy w sobie elementy kultury Wschodu (starożytne Bizancjum, Turcja) i elementy kultury zachodnioeuropejskiej. Grecka kuchnia jest najwspanialsza na świecie.  

5. Gdzie najchętniej wybrałaby się Pani na wymarzone wakacje?

Marzę o Ameryce Południowej i z pewnością kiedyś tam pojadę.

6. Czy ma Pani w planach stworzenie kolejnej powieści? A może taka już powstaje?

Pomysł, i owszem, już jest. Coś nawet więcej niż sam pomysł. Lol.

7. Najgorsza wpadka, jaka przydarzyła się Pani w życiu?

Staram się kasować je z pamięci. Dotyczą bardzo osobistej sfery życia.

8. Współpracowała Pani z Wydawnictwem Pomerania, w którym publikowała Pani o tematyce morskiej. Lubiła Pani ten okres w swoim życiu?

Było to dla mnie nowe wyzwanie. Nie pisałam jeszcze wtedy tekstów literackich, raczej  publicystykę. Od kilku lat piszę do kwartalnika Szafa, gdzie publikuję opowiadania.

9. Stawia sobie Pani cele do których dąży za wszelką cenę?

Chyba nie. Z tymi celami może być górnolotnie, gorzej z ich realizacją. Czasami nie mamy na to wpływu, niestety. Przypomina to walenie głową w mur – nic tylko siąść i płakać. Ale nie można się poddawać. Ważny jest spokój serca.

10. Jaki gatunek literacki lubi Pani najbardziej czytać?

Powieści i opowiadania o najróżniejszej tematyce.

11. Skąd zrodził się pomysł, by napisać powieść związaną z Bieszczadami i tak różnymi bohaterami?

Bieszczady narodziły się ze wspomnień z moich wędrówek tamtejszymi szlakami. To były cudowne wyprawy. Bohaterowie mojej książki nie mają swoich konkretnych prototypów. To postaci, które powstały z obserwacji życia i wielu osobistych przemyśleń.

12. Czego Pani nie lubi w książkach, czy jest coś co Panią od nich odpycha?

Nie przepadam za fantastyką szeroko pojętą. Ale to oczywiście kwestia osobistych preferencji.

13. Czego nie lubi Beata Zdziarska?

Nie będę tu oryginalna, mówiąc, że nie lubię chamstwa, nieuczciwości, zakłamania w relacjach międzyludzkich.



Serdecznie dziękujemy autorce za poświęcony czas.

niedziela, 26 lutego 2017

"Banda, cz.I. Ryder i Eileen" Karolina Sudoł




*Tytuł: "Banda, cz.I Ryder i Eileen"
*Autor: Karolina Sudoł
*Wydawnictwo: Novae Res
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 208


*Ocena: 7/10
*Opis:


W moim świecie nic nie jest oczywiste – ludzie, którzy żyją dookoła mnie, bywają potworami, a potwory… no cóż, możecie nie wierzyć, czasem są niewinne, a przy tym zupełnie bezbronne. I jesteśmy jeszcze my – świadomi istnienia nadnaturalnych strażnicy sprawiedliwości na granicy dwóch światów. Całe moje życie to ulubiona spluwa, solidne kopniaki adrenaliny i banda, która jest dla mnie jak rodzina. Przynajmniej tak było do czasu, kiedy tuż przed naszym nosem, w tajemniczych okolicznościach, nie zaczęli ginąć kolejni nadnaturalni, a ja spotkałem najpiękniejszą kobietę na świecie…




*Moje odczucia:

Kiedy pół roku temu ktoś by mi powiedział, że będę czytała książki fantasy, wyśmiałabym go. A co się dzisiaj okazuje? Że coraz chętniej sięgam po ten gatunek i coraz bardziej książki tego typu zaczynają mnie fascynować. Aż dziw uwierzyć.

Dzisiaj spotykamy się z debiutem Karoliny Sudoł. Czy uważam go za udany? Może nie powala na kolana, ale jest do dobry debiut, który z przyjemnością przeczytałam.

Główny bohater Ryder dominuje na większości stron. To mężczyzna, który wspólnie ze swoją bandą, którą traktuje niczym rodzina, pragnie sprawiedliwości na granicy dwóch światów. Uwielbia adrenalinę oraz swoją spluwę, której nie waha się użyć, gdy jest to niezbędne.
Banda doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że na świecie istnieją nadnaturalni, czyli wampiry, wilkołaki, co nie oznacza, że każdy z nich ma nieczyste zamiary.

Kiedy Ryder spotyka przepiękną syrenę Eileen, wszystko się w jego życiu zmienia. Z twardego, pozbawionego uczuć mężczyzny przeradza się w czułego faceta, który dla swojej miłości jest w stanie zrobić wszystko.
"Teraz, będąc przy niej tak blisko, wszystko się zmieniło. Kusiła mnie swoją niewinnością. Pociągała i zalewała niekontrolowanym pożądaniem, mimo wszystko wymuszając stosowne zachowanie. Czułem, że powinienem zasłużyć na możliwość roszczenia sobie do niej... czegokolwiek."
Postacie stworzone przez autorkę są temperamentne, każda z nich wyróżnia się inną, szczególną dla danego bohatera cechą. Uważam, że wplątanie postaci syreny w powieść jest niezwykle ciekawe. Tym bardziej, że choć pochodzi ona z nadzwyczajnych, umiejętnie została wcielona w życie wśród ludzi, w którym doskonale się odnajduje. Zarówno Ryder jak i Eileen to postacie charakteryzujące się niezwykłym uporem, które świetnie odgrywają swoje role.

Akcja powieści rozgrywa się w szaleńczym tempie, przez co czytelnik nie nudzi się, lecz z zapartym tchem śledzi losy bohaterów. A im bliżej zbliża się do końca powieści, tym większe odczuwa skoki adrenaliny. Język autorki jest przystępny, przez co książka jest łatwa w odbiorze. W świecie fantastycznym postawiono na minimalizm, nie ma jakiś zbędnych opisów, co uważam za plus powieści. Wulgaryzmy pojawiające się w powieści, nadają jej wyrazistości.

Karolina Sudoł wplata również wątek miłosny. Sceny opisywane przez nią, nadają lekkiej pikanterii, jednak są umiarkowane przez co i "smaczne". Czasem bywa, że erotyzm przedstawiony w książce przytłacza czytelnika, tutaj nic takiego nie występuje. Jedne do czego mogę się przyczepić to, zbyt pochlebna postawa Rydera względem Eileen, czasami odnosiłam wrażenie, że te ich wspólne dialogi są zbyt przesłodzone.
"Nigdy, przenigdy nie wyobrażałem sobie, że pewnego dnia obudzę się przy pięknej, szczerej kobiecie, która będzie odwzajemniała moje uczucia i zatrzęsie moim poukładanym światem. Zawładnie moim życiem. Nie marzyłem i nie myślałem o tym, dopóki tego nie otrzymałem." 
Banda, cz.I. Ryder i Eileen to udany debiut autorki, w którym w minimalistyczny sposób przedstawia nam fantastyczny świat, udowadniając nam, że jeśli książka nie jest obszerna, wcale nie oznacza, że jest gorsza. Powieść zabiera nas w swój świat, ofiarując ciekawą przygodę czytelniczą. Zachęcam do przeczytania. Ja już czekam na kolejną część.



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję





sobota, 25 lutego 2017

"Wołyń bez litości" Piotr Tymiński [PRZEDPREMIEROWO]



PREMIERA: 15.03.2017




*Tytuł: "Wołyń bez litości"
*Autor: Piotr Tymiński
*Wydawnictwo: Novae Res
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 484


*Ocena: 10/10
pis:


Rok 1943. Kiedy sprzymierzeni na frontach II Wojny Światowej przełamują potęgę III Rzeszy, na Wołyniu dochodzi do eksterminacji Polaków. Stanisława Morowskiego spotyka osobista tragedia, a kolejne miesiące jego życia wypełni nieustanna walka o przetrwanie. Dynamicznie rozwijająca się akcja książki ukazuje politykę niemieckich okupantów, bezwzględność ukraińskich nacjonalistów i dwulicowość sowieckich partyzantów. Tłem dla opisanych wydarzeń są urokliwe plenery, gdzie żyją ludzie przywiązani do tradycji i ziemi.

Powieść oparta na autentycznych wydarzeniach.

*Moje odczucia:



Ludzie załamują się z wielu różnych powodów, czasem są to zwykłe błahostki, w porównaniu z tragedią jaka dotknęła ludność Polską na Wołyniu wiele lat temu. Czy jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, przez jakie piekło musieli przejść Ci ludzie? Za co zostali tak dotkliwie ukarani? Czym zawinili, że spotkała ich taka tragedia?


Nasza powieść przedstawia losy Stanisława Morowskiego, którego również dotknęła ta tragedia. Na własne oczy widział śmierć wielu bliskich mu osób. Jemu samemu udało się uciec, ale od momentu ucieczki jego życie stało się nieustanną walką o przetrwanie. Wspólnie z innymi, którym udało się ujść z życiem wędrowali z miejsca na miejsce, starając się bronić niewinnych ludzi. Ich życie stało się tułaczką podczas której przyszło im patrzeć na wiele wylanej krwi. Ich priorytetem stał się Bój, honor i ojczyzna.
"-Banderowcy zaskoczyli nas całkowicie. Czy wiecie, jak to jest z ukrycia bezsilnie patrzeć, jak rozprawiają się z bliskimi? Ja wiem i wierzcie mi, że to straszne uczucie."
 Oprócz tego, iż autor prowadzi nas przez wiele morderstw, zasadzek i zamachów, ukazuje nam również niezwykłe przywiązanie Polaków do swojej ziemi i tradycji. No bo, jak człowiek ma nagle wyrzucić i zapomnieć o całym dorobku swojego życia? Oddać go w ręce bestialskich morderców, którzy spalą ich rodzinne domy i to, na co pracowali całe życie w pocie czoła.

Wielu ludzi próbowało uciekać i się ratować, niestety nie wszystkim się to udawało. Bezlitosne bandy UPA nie miały żadnych skrupułów podczas eksterminacji Polaków. Nie ważne czy na ich drodze pokazał się chłop, kobieta, czy też bezbronne dziecko, każdego napotkanego mordowali w taki sposób, że na samą myśl o tym człowiekowi jeży się włos na głowie.
"Oczom nadjeżdżających ukazał się straszny widok. Wioska płonęła, ale nie to powodowało skurcz serca. Najgorszy był najbliższy płot. Z oddali myśleli, że widzą jakieś kukły albo strachy na wróble. "Para" spojrzał przez lornetkę i w nim pierwszym zastygła krew. Trójka kilkuletnich dzieci nabita na żerdkach płotu zwisała, tworząc na tle płonącej zagrody przerażający obraz wyjątkowego okrucieństwa."
 Nie sposób sobie wyobrazić przez co przechodzili tamci ludzie, Ci, którzy zostali zamordowani, oraz Ci którzy widzieli śmierć swoich bliskich z ukrycia, i nie mogli nic zrobić, by im pomóc, gdyż spotkałby ich taki sam los. Tym, którym udało się przeżyć i żyją do dziś, nie sposób wyrzucić z pamięci tamte okropne przeżycia. To pozostanie z nimi już na zawsze. I choć nie powinniśmy obwiniać za tamte wydarzenia dzisiejszą ludność ukraińską, to Ci, którzy przeżyli piekło na Wołyniu (nie mogąc o nim zapomnieć) tak właśnie robią. Moja babcia przeżyła, ale do dziś czuje nienawiść do Ukraińców za zbrodnie, których się dopuścili na ludności Polskiej.


Nie mówię, że mamy wybaczyć tym, którzy dokonywali bestialskich mordów Polaków na Wołyniu, ale nie powinniśmy też zapominać o tamtych wydarzeniach. Ludzkie cierpienie nie powinno być nam obojętne. Tam zginęła niezliczona ilość bezwinnych mężczyzn, kobiet, a także dzieci.


Wołyń bez litości to książka, która nie tylko ukazuje nam barbarzyństwo wobec bezbronnej ludności, ale również walkę o przetrwanie każdego dnia. To książka, która wywoła w czytelniku ogrom emocji - poprzez złość, irytację, niedowierzanie, a kończąc na krwawiącym sercu. To również książka, która sprawi, że my Polacy nigdy nie zapomnimy krwawych lat na Wołyniu. Każdy powinien to przeczytać, zachęcam.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję



piątek, 24 lutego 2017

"Barwy miłości. Zatracenie" Kathryn Taylor





*Tytuł: "Barwy miłości. Zatracenie"
*Autor: Kathryn Taylor
*Wydawnictwo: Akurat
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 366


*Ocena: 8/10
*Opis:


Sophie Conroy reprezentuje interesy rodzinnego domu aukcyjnego i zabiega o lukratywny kontrakt w Rzymie. Profesor historii sztuki Matteo Bertani, którego tam poznaje, sprawia wrażenie wyjątkowo antypatycznego człowieka, ale Sophie nie może go ignorować, ponieważ znajomość z nim może okazać się dla niej bardzo przydatna. W miarę jak coraz częściej się spotykają, początkowa niechęć ustępuje miejsca zainteresowaniu, fascynacji, a wreszcie gorącej namiętności. Na przekór zdrowemu rozsądkowi dziewczyna daje się wciągnąć w romans, który zmieni jej dotychczasowe życie i postawi na głowie jej cały świat.

Wydaje się, że wszystko układa się jak najlepiej, lecz los płata Sophie okrutnego psikusa. Matteo niespodziewanie się od niej odsuwa. Dziewczyna nie wie, dlaczego tak się dzieje, choć przypuszcza, że przyczyna może kryć się w przeszłości mężczyzny i wiązać się z tragiczną śmiercią jego żony oraz tajemniczą blizną na jego piersi.

Czy Sophie pozna sekret Mattea? Czy uda jej się na nowo rozpalić gorące uczucie, które niespodziewanie ich połączyło? Ma na to mało czasu, bo powrót do Londynu jest coraz bliżej…




*Moje odczucia:


Miłość ma wiele barw, a Kathryn Taylor po raz kolejny w swojej powieści nam to udowadnia. Tym razem dowiadujemy się czym jest zatracenie w miłości. Zdarzyło Wam się kiedyś coś takiego? Że nie mogliście przestać myśleć o tym mogłoby się wydawać wspaniałym mężczyźnie, który jednak ma swoje skazy? Że wszystko wokół Was przed nim ostrzegało, a mimo to wciąż Was do niego ciągnęło? To jest właśnie zatracenie. Jednak serce nie sługa, a to właśnie ono nam podpowiada co w takiej chwili robić.


Sophie Conroy pracuje w domu aukcyjnym. To bohaterka, którą polubiłam od samego początku. Zna się na sztuce, potrafi rozpoznać prawdziwe dzieła od jakiś tandetnych. Ma swój charakter, wie czego chce, a może i nie?

Matteo Bertani, profesor historii sztuki, to przystojny mężczyzna, za którym ugania się wiele kobiet. On jednak nie dopuszcza żadnej z nich do siebie. Ma za sobą ciężką przeszłość, która odcisnęła piętno na jego teraźniejszości. Raz jest czuły, a w następnej chwili może stać się lodowaty. Skrywa w sobie jakiś sekret.

Kiedy tych dwoje spotyka się na swojej drodze, z początku czują do siebie niechęć, która z każdym kolejnym spotkaniem ustępuje miejsca zainteresowaniu, fascynacji, a w końcu namiętności. Czy Sophie uda się poznać sekret Matteo? Czy mają szansę stworzyć w miarę normalny związek?
"Na samo wspomnienie, jak bezwstydnie i dziko odpowiedziałam na jego pocałunek, chcę się zapaść pod ziemię. Teraz jestem jednocześnie podniecona, przestraszona, zagubiona i wściekła. Na niego. Ale przede wszystkim na siebie. Dlaczego nawet nie próbowałam go powstrzymać? Przecież dałabym radę! A może...? Może chciałam, żeby mnie pocałował? Może on po prostu wyczuł, czego pragnęłam?"
 Każdy z nas wie, że miłość ma różne oblicza. Więc nawet, kiedy na swojej drodze spotykamy osobę, która na pierwszy rzut oka nas od siebie odpycha, a jednak jest w niej coś, co nas do niej ciągnie, nie możemy zapanować nad własnymi uczuciami. Taka osoba wzbudza nasze zainteresowanie, sprawia, że pragniemy się do niej zbliżyć, a przede wszystkim sprawić, by się przed nami otworzyła. Jednak nie zawsze jest to takie łatwe, jakby mogło się wydawać. Tutaj namiętność rodzi się między dwójką osób, które kompletnie się nie znają, które mają przed sobą sekrety, których nie chcą wyjawić. Należy, więc zadać pytanie, dlaczego? Dlaczego nie chcą się przed sobą otworzyć? Często ma na to wpływ wiele czynników, na które my nie mamy wpływu. Czy należy się w takiej sytuacji poddać? Choć uczucie robi się coraz gorętsze? Czy warto walczyć do samego końca?
"O Boże, chcę go, tego właśnie chcę, myślę. Ale wciąż się tego boję, bo uczucie, które mną wstrząsa, jest nieporównywalnie silniejsze niż cokolwiek, co dotychczas czułam do jakiegokolwiek mężczyzny. Czy mam się na to zgodzić? Czy to dobrze, skoro mam potem szybko o nim zapomnieć? Skoro to ma być tylko przelotna miłostka?"
Matteo to niewątpliwie osoba o dwóch twarzach. Raz potrafi być czuły, uwodzicielski, gdy w następnej chwili staje się zimny niczym lód, którego nie można roztopić. Jak rozgryźć takiego człowieka? Jak dociec, dlaczego w jednej sekundzie potrafi zmienić się o 360 stopni? Jak roztopić ten lód, który bardzo często u niego się pojawia?

Autorka pokazuje nam jak mocno można zatracić się w miłości. Że sami nie mamy wpływu na uczucia, które rodzą się w nas samych. Przedstawia nam tutaj również miłość do sztuki, którą nie każdy potrafi zrozumieć. Bo cóż takiego wspaniałego może być w obrazach? Otóż może, każdy człowiek ma inne upodobania, pasje czy też zainteresowania. Każdy może zachwycić się czymś innym.

Bohaterowie stworzeni przez autorkę są wyraziści, niemalże namacalni. Czułam z nimi więź, kibicowałam im, by w końcu wszystko się jakoś ułożyło. Każdy z nas ma w sobie jakiś sekret, który pragnie zabrać ze sobą do grobu. Tylko, że czasem te sekrety mają wpływ na nasze obecne życie, niszczą nas od środka, sprawiają, że tracimy cenne nam osoby.
A zakończenie? Pozostawia nas z wieloma zagadkami. Czekam więc z niecierpliwością na kontynuację, w której uda mi się je rozstrzygnąć.

Barwy miłości. Zatracenie to kolejna powieść Kathryn Taylor od której nie mogłam się oderwać. Wywołała we mnie huśtawkę emocji. Mamy trudną miłość, namiętny romans pełen burzliwości oraz sekrety, które autorka umiejętnie zataja przed swoimi czytelnikami. Jesteście ciekawi czym jest zatracenie w miłości? Zachęcam Was zatem do przeczytania tej pozycji.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Wydawnictwu


środa, 22 lutego 2017

Wywiad - Agnieszka Opolska

Razem z Claudią z Zaczytanej zapraszamy Was na wywiad z niezwykle utalentowaną osobą, jaką jest Agnieszka Opolska. Jakie skrywa jeszcze talenty, prócz pisarstwa? Przekonajcie się sami.



1. Swoją najnowszą powieść Róża wydała Pani w swoim wydawnictwie. Jakie to uczucie, kiedy może Pani sama decydować o swojej książce?

Jestem „freaky control” jeśli chodzi o moje książki. Róża była pod całkowitą kontrolą. Przed założeniem wydawnictwa odwiedziłam wraz z mężem drukarnię Abedik w Poznaniu. To bardzo przyjazna ludziom firma. Pan Lucjan oprowadził nas po linii produkcyjnej, zaprezentował maszyny drukarskie, z ogromną pasją i humorem opowiadał o produkcji książek.  Dużo się dowiedziałam o jakości papieru, sposobie druku, o rodzajach okładek.
Zazwyczaj wydawnictwa działające na rynku wybierają tańsze opcje produkcji książki, żeby obniżyć koszty. Ja mogłam powiększyć budżet, by książka wyglądała tak, jak chcę. Tym samym Róża ma półtwardą oprawę. Tytuł jest pokryty błyszczącym lakierem UV, podczas gdy okładka jest matowa. Zdecydowałam o jakości papieru i sposobie druku, by ilustracje prezentowały się optymalnie. Róża daleka jest od najtańszej opcji i trzymając ją w rękach, można się o tym przekonać. Ja jestem nią zachwycona.
 
2. W książce ukazały się także Pani prace, bardzo ładne prace. Malarstwo to Pani pasja

Uwielbiam malarstwo. Kiedy nie piszę, maluję. To pasja, którą realizuję od dziecka. Róża to druga książka z cyklu „Sztuka miłości(ą)”, gdzie artyzm wpleciony jest w codzienność bohaterów. Tak jak w Annie May, w Róży pojawiają się pracownie, malarze, malarki, obrazy. 
 W Róży znalazły się szkice, które zrobiłam we Francji, a ponieważ książka nawiązuje do tamtego okresu w moim życiu, uznałam, że ilustrację ją dopełnią. 


3. Jest Pani malarką, pisarką, prowadzi Pani własne przedszkole, i to poza swoją ojczyzną. Jak znajduje Pani miejsce dla rodziny, przyjaciół?

Nie wiem, chyba już powoli nie znajduję. Praca i pisanie zdominowały mój świat do tego stopnia, że ciężko mi umówić się ze znajomymi na kawę. Trochę zbyt obsesyjnie do tego podchodzę. Aktualnie staram się znaleźć równowagę.  

4. Róża jest Pani drugą książką. Czy szykuje się kolejna?

Oczywiście. Kończę właśnie następną, dwutomową powieść Ari, której premierę zaplanowaliśmy na sierpień 2017 r. To luźniejsza książka, z dużą dawką humoru. Myślę, że Ari bliższa jest Annie May. Tym razem moją bohaterką jest niepokorna i nieustannie wpadająca w kłopoty studentka grafiki na ASP w Krakowie. Ari to historia o niezwykłej, ocierającej się o magię więzi matki i córki. To opowieść o miłości i kruchości życia, o trudnych wyborach i ich nieprzewidzianych konsekwencjach.



 
5. Planuje Pani trasę autorską po Polsce?

Tak. Mam nadzieję, że taka trasa dojdzie do skutku na przełomie wiosny/lata tego roku. Będę informować na fanpage’u kiedy i gdzie zawitam.
 
6. Skąd zrodził się pomysł na własne wydawnictwo?

Myślę, że po prostu szukam kolejnych wyzwań w życiu.
Uwielbiam uczyć się nowych rzeczy, a wydawnictwo wydało mi się nowym światem do eksploracji. Poza tym nie zgadzam się na status quo, jaki utrzymuje rynek wydawniczy w Polsce, gdzie pracę twórcy/autora wycenia się bardzo nisko.
Autor jest jak rolnik, który uprawia ziemię, poświęca temu czas i miłość, a na koniec sprzedaje płody ziemi do skupu za psie pieniądze. Autor w Polsce, dostaje bardzo niewielki procent ze sprzedaży swojej książki. Rynek ustalił ją na poziomie 10 – 15 % od ceny, za którą wydawnictwo sprzedaje ją pośrednikom. Łatwo policzyć, że za sprzedany egzemplarz książki autor dostaje około 2 zł, od których musi jeszcze odprowadzić podatek.  


7. Kiedy możemy spodziewać się audiobooka Róży oraz jego premiery?

Powstanie audiobooka zależy od mojego męża, który niegdyś grał w teatrze. Na razie został przygotowany pierwszy rozdział i pewnie powoli będą powstawać kolejne. Jeszcze o tym nie dyskutowaliśmy, ale chciałabym, żeby rozdziały były publikowane systematycznie i dostępne za darmo na YouTube. 

8. Debiutowała Pani książką Anna May, która zdobyła nagrodę Literackiego Debiutu Roku wydawnictwa Novae Res. Jak dzisiaj wspomina Pani to wydarzenie?

Pamiętam, że przylecieliśmy z mężem dzień wcześniej do przyjaciół mieszkających w Janiszewku koło Pelplina. Nie miałam zaplanowanej kreacji na galę rozdania nagród. Miałam nadzieję, że moja przyjaciółka, Waja, przyjdzie mi z pomocą. Nie pomyliłam się. Skorzystałam z jej przepastnych szaf. O poranku, po kawie, jechaliśmy do Gdyni samochodem z wypożyczalni. W drodze malowałam sobie paznokcie na niebiesko. Oczywiście rozładował się GPS i jak na złość gniazdo ładowania przestało działać. Wtedy zdałam sobie sprawę, że tam wszyscy czekają właśnie na mnie, a my błądzimy po Gdyni. Przez telefon organizatorzy instruowali nas, gdzie należy jechać.
Ta nagroda jest dla mnie ważna, ona potwierdziła, że pisanie jest tym, co robię naprawdę dobrze. Każdy, kto tworzy, potrzebuje takiego zapewnienia. 


9. Pracowała Pani w domu dla bezdomnych Magdala. Czym Pani się tam zajmowała? Czy było to łatwe i przyjemne zajęcie, a może takie odciskające jakiś ślad w Pani psychice?

To taki dziwny okres w moim życiu. Po  ukończeniu studiów socjologicznych zupełnie nie wiedziałam co ze sobą zrobić: zacząć pracę, wychodzić za mąż, rodzić dzieci, a może zacząć kolejne studia…  Byłam pogubioną dwudziestopięcioletnią kobietą. I co zrobiłam? Zgłosiłam się jako ochotniczka na wyjazd do Francji. Okazało się, że trafiłam do domu dla bezdomnych. Szukanie siebie przez doświadczania i cierpienia innych jest bardzo spalające i odciska się na psychice.

Magdala to był dom, który działał na zasadzie katolickiej wspólnoty, gdzie celebrowano zwyczaje i rutynę wspólnego spędzania czasu. Moim zadaniem było bycie z tymi ludźmi i pomaganie im w codziennych czynnościach, organizowanie im czasu. Nieźle wtedy nauczyłam się grać w kości i karty. Inną rolą była praca z ludźmi z ulicy. Miałam swoje dyżury w dziennym ośrodku pomocy, gdzie przychodzili bezdomni, by się umyć lub coś zjeść, czasami opatrzeć rany, wygadać się. Ci ludzie opowiadali nieprawdomówne historie… Ja ich rysowałam, oni opowiadali.

Po pół roku zaczęłam świrować, byłam samotna i nieszczęśliwa. Pisałam depresyjne wiersze i spędzałam każdą chwilę w bibliotece lub w galerii. Wtedy też zaczęłam poważnie myśleć o studiach artystycznych i powrocie do Krakowa.

10. Przebywa Pani w Wielkiej Brytanii, tam też mieszka. Czy nie tęskni Pani za Polską, za swoją ojczyzną? Życie w W.B. jest łatwiejsze?

Gdy wyglądam przez okno naszej sypialni i spoglądam na szare niebo Coventry, to tęsknię jak cholera. Polska jest mimo wszystko jaśniejsza, pozytywniejsza w kolorze. Na obcej ziemi jest się obcym, bo cały świat pokazuje ci różnicę. Chociaż bycie obcym ma swoje dobre strony, pomaga zdefiniować siebie, budzi tęsknotę za tym, czego się nie docenia, dopóki się tego nie straci i tym samym inspiruje do pisania.
Nie zaprzeczam, że życie w UK jest prostsze a państwo przyjaźniejsze obywatelowi.


11. Jaką osobą jest Pani na co dzień?

Nie mam pojęcia. Jestem chyba nudna. Moje życie to rutyna. Do południa praca z dziećmi w przedszkolu, wieczorami i nocą pisanie i zajmowanie się sprawami rodzinnymi. Czasami tylko uciekam gdzieś do Francji na tydzień, żeby nakarmić moją naturę autystyczno-artystyczną.

12. Jak rodzą się pomysły na Pani książki?

Myślę, że każdy kto pisze, podobnie odpowie na to pytanie. Pisanie to wysysanie rzeczywistości. Pisarz obserwuje świat, który go otacza, sytuacje, które zdarzają się w jego życiu, ludzi których spotyka, zastanawiając się, w jaki sposób wykorzystać je w książkach. Spotykam kogoś i snuję jego historię poza nim, widzę obrazy i sytuacje…

13. Po książki jakich autorów najczęściej Pani lubi sięgać?

Czytam wszystko, od klasyki po literaturę, która nie niesie wielkich przekazów. Lubię to, co uda mi się dokończyć. Lubię Kinga. Christine to książka mojego dzieciństwa. Uwielbiam Austin i Bronte. Błogosławieństwo ziemi  Hamsuna to dzieło sztuki. Ostatnio przeczytałam Nieznośną lekkość bytu Kundery. To pisarz, po którego będę sięgać.


Serdecznie dziękujemy autorce za poświęcony nam czas.

wtorek, 21 lutego 2017

"Odważona" Danuta Awolusi




*Tytuł: "Odważona"
*Autor: Danuta Awolusi
*Wydawnictwo: Pascal
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 301


*Ocena: 9/10
*Opis:


Odważona to nie historia o diecie cud, wyrzeczeniach i godzinach spędzonych na siłowni. To dużo więcej: poruszająca, bardzo osobista opowieść o tym, jak rodzi się kobiecość.

W świecie, w którym ideałem jest rozmiar 34, bycie grubym to grzech, a bardzo grubym – grzech niewybaczalny.

Jak to jest iść ulicą z obfitym biustem, masywnymi nogami, potężnymi ramionami i dużym brzuchem? Zbierać zdumione spojrzenia, złośliwe uwagi i dobre rady – kto wie, czy nie bolą bardziej niż ciosy? Danuta Awolusi bez znieczulenia obnaża rzeczywistość, w której nie ma miejsca na inność. Dzieli się trudnymi emocjami z perspektywy osoby, która doskonale poznała smak bycia kobietą w rozmiarze XXL.

Dlaczego postanowiła zmienić rozmiar na mniejszy? Jak tego dokonała? Jakie błędy popełniła? I jaką osobą się stała, gdy dodała życiu lekkości?

*Moje odczucia:

Zapewne myślicie, że ta książka to jakiś kolejny poradnik dla tych, którzy pragną schudnąć. Otóż nic podobnego! To historia kobiety, która ważyła 140 kg, pragnęła być niewidzialna dla wszystkich w koło, wstydziła się swego ciała, miała własne kompleksy. Ale w końcu postanowiła coś z tym faktem zrobić - sama bez niczyjej pomocy. Czy jej się to udało? Sprawdźcie.
"Dwa tygodnie diety, a spodnie ciągle ciasne? Miesiąc wyrzeczeń, a waga drgnęła jedynie nieznacznie? Czuję się oszukana. Nie tak miało być. A skoro efekt marny, a udręka niewspółmierna, rada jest jedna - rzucić to wszystko w cholerę..."
Autorka a zarazem bohaterka książki doskonale wie jak to jest być człowiekiem XXL. Człowiek czuje się gorszy, jest ciągłym przedmiotem szyderstw i śmiechów innych rówieśników. Nie ma dnia, by nie była tematem szeptów innych osób typu: ale ona jest gruba, co za tłuścioch, itp. Ale zastanawiając się, to czy to nasze ciało świadczy o tym jakim jesteśmy człowiekiem? Z całą pewnością nie! Jednak bycie grubym ma wiele minusów, które wpływają głównie na psychikę tej danej osoby. Idąc miastem z innymi koleżankami, czy jakikolwiek z mężczyzn zwróci uwagę na tę grubszą tuszę? Znając życie, odpowiedź jest jedna: nie. Im w głowach zawsze chude, zgrabne i najlepiej cycate kobiety.
"Otóż to. Lęk przed ludzkim wzrokiem jest paraliżujący. Tak silny, że wystarczyło minąć przechodnia, a czułam się wyszydzona."
Otyłe osoby w życiu zawsze mają gorzej. Ciężej im wykonywać niektóre rzeczy, częściej chorują, ale przede wszystkim są ciągłym obiektem kpin. Dlatego najlepiej zapadłyby się pod ziemię. Nasza Danusia pochłaniała ogromne pokłady jedzenia, nie ukrywa, że zawsze lubiła dużo jeść. Tylko, że nie zwracała uwagi, że pochłaniane przez nią jedzenie, miało w sobie mnóstwo kalorii. A wystarczyło poszukać odpowiednich zamienników i nadal cieszyć się jedzeniem. Do tego wstyd, który nie opuszcza jej, ani na krok.
"Mija czas, ale moje zasady się nie zmieniają. Liceum, studia - a ja zawsze, kiedy muszę się przebrać, szukam tych przeklętych toalet. Ludzie wokół mnie stają się dorośli, ja też dorastam, ale wstyd się, niestety, nie starzeje. Jemu się nigdy nie odechciewa i wciąż trzyma mnie w garści."
W naszej bohaterce w końcu znajduje się siła, by coś zrobić ze swoim życiem. Postanawia sama zrzucić zbędne kilogramy. Szybko jednak przekonuje się, że to wcale nie jest taka prosta sprawa. Kosztuje ją to wiele wyrzeczeń, poświęceń i ciągłej motywacji. A kiedy w końcu zaczynają pojawiać się efekty, wcale nie oznacza to, że wszystko wkroczyło na dobry tor. Poczucie własnej wartości, wciąż jest niskie. Trzeba popracować również i nad tym.  
"Problemy miały zniknąć wraz z wagą. Tymczasem brak poczucia wartości, niepewność, strach, samotność - wszystko zostaje. Jest tylko jedna, zasadnicza różnica - już nie chcę zapychać tego batonikami i górą smażonych ziemniaków."
 Jak więc sami widzicie, zrzucenie kilogramów wcale nie jest łatwym i prostym procesem. To walka nie tylko z naszą nadwagą, ale również i z naszą psychiką. Jakie błędy popełniała nasza autorka? Jak dokonała swojej przemiany? Co jej dała lekkość życia? Tego dowiecie się, gdy sięgniecie po książkę.

Odważona to niezwykle ciekawa pozycja, którą polecam przeczytać każdemu. To historia kobiety, która postanowiła podzielić się z nami cząstką swojego życia, w którym podjęła walkę, by zmienić coś we własnym życiu i we własnym ciele. Książkę czyta się zaskakująco szybko, a przy tym można wyciągnąć wiele refleksji dotyczących własnego życia.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję Wydawnictwu




 
 



niedziela, 19 lutego 2017

"Ogniskowa" J. D. Bujak





*Tytuł: "Ogniskowa"
*Autor: J. D. Bujak
*Wydawnictwo: Videograf
*Rok wydania: 2016
*Ilość stron: 348


*Ocena: 7/10
*Opis:


Emilia jest z pozoru zwyczajną, skromną studentką jednej z krakowskich uczelni. Jednak jej niezwykłe zdolności, które ujawniły się już w dzieciństwie, znowu dają o sobie znać. Zdarza się bowiem, że dziewczyna widzi lub słyszy duchy zmarłych tragicznie osób, które proszą ją o pomoc w różnych niezałatwionych sprawach. Przy jednej z takich spraw poznaje studenta prawa, który odbywa praktyki w policji i dorabia sobie u pewnego adwokata. Tymczasem w mieście dochodzi do dziwnych zgonów i zaginięć studentek wynajmujących pokoje u starszych kobiet. Zaangażowany w śledztwo adwokat i jego młody pomocnik postanawiają wykorzystać nadzwyczajne umiejętności Emilii…



*Moje odczucia:


Emilia to studentka, która od dzieciństwa posiada niezwykłe zdolności, bowiem słyszy i widzi duchy zmarłych tragicznie osób, które proszą ją o pomoc. Nie ma jednak zbyt wielu przyjaciół, gdyż kiedy wyjawia im swoją tajemnicę, tamci się od niej odsuwają uważając ją za dziwaka. Dopiero kiedy na swojej drodze spotyka Michała, jej życie nabiera barw.


Zjawiska paranormalne, czy ktoś z Was miał może z nimi kiedyś styczność? Uważacie, że duchy istnieją? Osobiście uważam, że tak, duchy istnieją, choć sama się nigdy z żadnym nie spotkałam. Nasza bohaterka widzi je od dzieciństwa, nie boi się ich, pragnie im jedynie pomóc, sprawić by ich dusze mogły spokojnie odejść.

W mieście dochodzi do zgonów, które ciężko wytłumaczyć, zazwyczaj giną starsze Panie. Do tego dochodzą zaginięcia studentek. Czy niezwykłe zdolności Emilii pozwolą wytłumaczyć te dziwne zjawiska?

Autorka stworzyła powieść grozy, ze zjawiskami paranormalnymi, mamy tutaj do czynienia z duchami, strzygami oraz demonami. Kiedy nad ciałem człowieka przejmuje władzę demon, bliscy tej osoby momentalnie znajdują się w niebezpieczeństwie. W rzeczywistości zdarza się, że w niektórych ludzi wstępuje taki demon. Dochodzi do egzorcyzmów, by móc go wypędzić z danego ciała. Na samą myśl o takim wydarzeniu przechodzą mi ciarki po ciele.


Zastanówmy się zatem czy talent Emilii jest darem czy też przekleństwem? Czy ona jest jedyną osobą z niewytłumaczalnymi zdolnościami? Jej postać zdecydowanie budzi respekt, gdyż nie wpada w jakiś obłęd poprzez dwój dar. Kiedy widzi ducha, intuicja jej podpowiada, że musi mu pomóc. Jednak jest osobą samotną, czującą się jak jakiś wyrzutek. Brakuje jej rówieśników z którymi mogłaby się spotykać.
"Emilia oparła się wygodniej i w zadumie trawiła właśnie usłyszane słowa. Przez całe swoje życie była przekonana, że jest wyrzutkiem. Jedyną osobą z tak dziwacznymi zdolnościami, przez swój przeklęty talent żyjącą zawsze na uboczu. Z dala od zabaw, młodzieżowych rozrywek."
 J. D. Bujak dobrze wykreowała swoich bohaterów. Są różnorodni, każdego z nich na swój sposób da się polubić. Książka od początku do końca trzyma w sobie zagadkę. Czytelnik wspólnie z bohaterami stara się rozwikłać tajemnicę zaginięć studentek i dziwnych zgonów starszych kobiet. Bardzo spodobał mi się wpleciony wątek miłosny, który mile mnie zaskoczył. Czasami jednak odnosiłam wrażenie, że dialogi są zbyt proste i czegoś im brakuje. Zabrakło mi tutaj również emocji, moich emocji podczas czytania. Kilka razy zdarzyło się, że przeszły mi ciarki, jednak jak na powieść grozy było tego zdecydowanie mało. Oczekiwałam, że od początku do końca będzie trzymać mnie w napięciu, sprawiać, że będę się bała, a jednak to się nie pojawiło. Niemniej pomijając te fakty, książkę czyta się na jednym wdechu.


Ogniskowa to powieść, w której czytelnik spotka się z ogromem zjawisk paranormalnych, częściowo pomieszanych z elementami fantastyki. To książka, która zmusi swojego odbiorcę do poruszenia szarymi komórkami, by mógł wspólnie z bohaterami rozwikłać zagadkę, którą przygotowała dla niego autorka. Polecam tym, którzy lubią niebezpieczny świat przedstawiony w literaturze.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce.


czwartek, 16 lutego 2017

"A w bałkańskim kociołku... notatki z podróży po krańcu Europy" Skarlet [PRZEDPREMIEROWO + PATRONAT]





PREMIERA: luty


*Tytuł: "A w bałkańskim kociołku... notatki z podróży po krańcu Europy"
*Autor: Skarlet
*Wydawnictwo: Skarlet & Albert
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 200




*Ocena: 9/10




*Moje odczucia:




Kochani po raz kolejny chciałabym Was zabrać ze Skarlet w podróż po niezwykle malowniczych, pełnych wspaniałych miejsc Bałkanach. Autorka zabiera nas w podróż, której możemy jej tylko pozazdrościć. Tyle cudownych miejsc, legendy jakich wcześniej nie znaliśmy, tradycje Bułgarów, którzy tak bardzo różnią się od nas Polaków. I historie, które sprawiają, że czujemy się rzeczywistymi uczestnikami tej podróży.

Przyszło Wam kiedyś na myśl, jak wiele języków istnieje na świecie? Jak w każdym kraju ludzie posługują się swoim ojczystym językiem? I jak mylne może być znaczenie tych samych słów w różnych krajach?
"O słówkach, które zwodzą nie sposób nie wspomnieć, bo jest ich wiele i chociaż brzmią dla nas znajomo, znaczą coś zupełnie innego. W języku bułgarskim na prawo = prosto, dynia = arbuz, zapałka = zapalniczka, jagoda = truskawka, zapłata = pensja, a pensja = emerytura. Dupka to po prostu dziura lub jaskinia. A ślub? No cóż… to coś czego nie ma, czyli „brak”."
 A co się z tym wiąże? To, że jeśli nie znamy języka Bułgarów, a oni naszego, możemy mylnie zrozumieć znaczenie ich mowy, przez co może dojść do wielu nieporozumień. W Polsce tak oznacza tak, natomiast w Bułgarii tak oznacza nie. Więc kiedy ktoś kiwa nam tak, oznacza to w rzeczywistości nie. Można się nieźle pogubić w tym, prawda?

Ludzie na Bałkanach znacznie różnią się od nas Polaków. Większość z nas, robi wszystko w pośpiechu, gdy na Bałkanach ludzie cenią sobie brak pośpiechu. W ciągu pory obiadowej mają zazwyczaj godzinę przerwy na posiłek. Czy w Polsce, coś takiego by przeszło? Nie ma szans. My Polacy mamy różne temperamenty, mamy gorsze i lepsze dni, kiedy na ludność w Bułgarii cieszy się każdym dniem. Niezwykle ważną rzeczą dla nich jest taniec, który możemy spotkać na każdym kroku i w każdym miejscu i nie będzie to nic niezwykłego. A czy u nas zdarzyło się Wam spotkać tańczących ludzi? Nie sądzę. Tam ludzie niezwykłą wagę przywiązują do chleba, który jest głównym składnikiem do każdego posiłku.
"Nieznającym bułgarskich zwyczajów zdradzimy, że chleba je się na Bałkanach bardzo dużo. Obiad zaczyna się od wielkiej porcji sałatki – z chlebem. Potem jest zupa – też z chlebem. Drugie danie podaje się z małą ilością frytek, ziemniaków czy ryżu i do tego – chleb. A z podanego chleba (w Bułgarii, w Grecji, w Macedonii) kolejne kęsy najczęściej odrywa się rękami."
 Dzięki autorce będziecie mieli okazję poznać różnice między Bałkanami, a Polską. Przekonacie się jak różnymi ludźmi jesteśmy.
Niezwykle istotne w Bułgarii jest posiadanie wina, które towarzyszy im i za życia i po śmierci. Większość ludności, posiada własne uprawy winorośli, by później sami mogli zająć się produkcją wina. Tutaj niezwykle istotną postacią jest Dionizos.
"Stając się winiarzem przysięgam Dionizosowi Bachusowi, że będę kochał winorośl jak własne dziecko. [...]"
Zastanawialiście się kiedyś ile zabytków możemy spotkać na Bałkanach? Nie sposób tego zliczyć, gdyż każdego dnia archeolodzy mają ręce pełne roboty, odkrywając kolejne skarby. Autorka w swojej książce wskazuje ich bardzo wiele, sama z chęcią odwiedziłabym wszystkie.

We wsi Sklave (Skławe), w której w czasach rzymskich był targ niewolników - który istnieje nadal, choć oczywiście zaprzestano handlu ludźmi - wciąż żyje pamięć o Spartakusie. Z tego też powodu odbywają się tam walki współczesnych gladiatorów - zapaśników.

Skarlet przedstawi Wam również ważne postacie, które w dawnych czasach były niezwykle istotne w tamtych regionach. Poznamy Babę Vangę, Todorę Żivkową, Marko, hrabię Drakulę, zakochanego mnicha czy też Aleksandra Macedońskiego. Każda z tych postaci odegrała jakąś rolę, która stała się istotna i miała wpływ na wiele czynników.



Nie sposób również nie wspomnieć o licznych zdjęciach zawartych w książce, które pozwalają nam wyobrazić sobie rzeczywisty obraz opisywanych miejsc. No i jeszcze liczne przepisy, które są domeną rozpoznawalną książek Skarlet. Wiele z tych przepisów możecie wypróbować w dzisiejszym świecie, a nóż Wam przypadną do gustu i zagoszczą w Waszych domach na dłużej?

A w bałkańskim kociołku... to kolejna niezwykle interesująca pozycja, w której wspólnie z autorką wybierzemy się w podróż po Bałkanach, będziemy odkrywać inspirujące miejsca, których nie możemy przegapić, poznamy liczne legendy i postacie, które do dzisiaj są historią Bałkanów. Przekonamy się również jak wiele nas Polaków różni od Bułgarów i do czego przywiązują wagę, hołdując swoją ojczystą tradycję. Polecam Wam tę niezwykle inspirującą lekturę.




Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję autorce.



środa, 15 lutego 2017

"Caraval. Chłopak, który smakował jak północ" Stephanie Garber [PREMIEROWO]







*Tytuł: "Caraval. Chłopak, który smakował jak północ"
*Autor: Stephanie Garber
*Wydawnictwo: OMG Books
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 409


*Ocena: 8/10
*Opis:


Scarlett i Tella całe życie spędziły na maleńkiej wyspie. Ich okrutny i wpływowy ojciec zaaranżował już dla Scarlett małżeństwo. Oznacza to, że jej tragiczny los jest przesądzony, a dziewczyna nigdy nie weźmie udziału w Caravalu, dorocznej grze, w której stawką jest spełnienie marzenia. Jednak szczęście niespodziewanie się do niej uśmiecha. Scarlett wraz z Tellą mają być gośćmi honorowymi mistrza ceremonii, tajemniczego Legendy. Dziewczyny widzą w tym szansę na uwolnienie się spod władzy despotycznego ojca. Ich sprzymierzeńcem zostaje przybyły zza morza Julian. Choć Scarlett początkowo nie podoba się jego towarzystwo, stopniowo ulega jego urokowi. Jednak szybko okazuje się, że Legenda uprowadza Tellę, a jej odnalezienie jest przedmiotem gry.

Czy Scarlett wygra i uratuje siostrę? Czy zainteresowanie Juliana jest prawdziwe, czy stanowi tylko element gry?




*Moje odczucia:


Muszę przyznać, że nie miałam pojęcia, iż książka, która z rzeczywistością nie ma nic wspólnego może mnie aż tak wciągnąć. Kiedy dziś zaczęłam czytać, nie mogłam po prostu odłożyć jej, dopóki nie dobrnęłam do ostatniej strony. Czy to możliwe, żeby magia aż tak mnie wciągnęła? Jak widać, możliwe.

Scarlett i Tella to dwie siostry, które żyją na wyspie pod czujnym okiem ojca, który jest tyranem. Ich marzeniem jest uwolnienie się od niego. Co roku w Caravalu odbywa się gra, w której wygraną jest spełnienie marzenia. Choć obie od zawsze marzyły, by się tam znaleźć, nie miały ku temu okazji. Jednak w tym roku za sprawą tajemniczego żeglarza Juliana, wkraczają w grę, w której Scarlett będzie musiała zrobić wszystko, by odnaleźć zaginioną siostrę i ją uratować. Czy jej się to uda? Czy gra jest tylko grą, a może wkracza a nią również rzeczywistość? Czy siostrą uda się w końcu uwolnić od okrutnego ojca?
"Caraval miał być tylko grą, tymczasem jego konsekwencje odciskały swoje piętno na życiu Scarlett. Jeśli aż tyle przyszło jej zapłacić za suknię, ile kosztowałoby odnalezienie Telli? Zwątpiła w soje siły."
 Choć książka zawiera w sobie ogrom magii, wydarzeń na które może zabrać nas tylko nasza fantazyjna wyobraźnia, to tak naprawdę opowiada o sile siostrzanej miłości w imię której jedna dla drugiej zrobiłaby wszystko. Scarlett całe życie żyła w poczuciu odpowiedzialności za siostrę, robiła wszystko, by ją uchronić przed ojcem, który był tyranem. Podniesienie przez niego ręki na którąkolwiek z córek nie było problemem. Jeśli jedna coś przewiniła, obrywało się tej drugiej. Scarlett znała jego mroczne tajemnice o których nikomu nie mówiła, wierząc, że w ten sposób uchroni Tellę przed niebezpieczeństwem. Dlatego tak bardzo nie chciała uciekać z wyspy, by wziąć udział w Caravalu, bo doskonale wiedziała czym to się może skończyć ze strony ojca. Jednak siostra ją przechytrzyła i chcąc nie chcąc tam się znalazła.
"Patrząc, jak ojciec maltretuje Juliana, zrozumiała nareszcie to, co żeglarz próbował jej powiedzieć wcześniej w tunelu. Dorastała w poczuciu, że zasługuje na wszystkie kary wymierzane jej przez ojca. Uważała je za konsekwencję swojego niewłaściwego postępowania. Teraz jednak dotarło do niej, jak okrutnie postępował ojciec. Nikt nie zasługiwał na takie kary."  
Kiedy na miejscu nie może odnaleźć siostry, robi wszystko co tylko jest w stanie, by tak się jednak stało. I tak w rzeczywistości powinna wyglądać siostrzana miłość. Kto z Was dla swojego rodzeństwa byłby w stanie zrobić wszystko, by tylko ono nie ucierpiało? Czy pozwolilibyście się wciągnąć w grę, w której dzieją się niestworzone rzeczy? Gdzie na każdym rogu mogłoby czaić się na was niebezpieczeństwo? Gdzie nie wiedzielibyście komu możecie zaufać, a komu nie?

Książka jest fikcją literacką, która przenosi nas w niezwykły świat magii, w którym niemożliwe staje się możliwe. Tutaj nie wiadomo co jest prawdą, a co kłamstwem. Rzeczywistość w każdej chwili może stać się iluzją, a iluzja rzeczywistością. Jedno jest pewne, aby przetrwać w grze, uczestnik nie może nikomu ufać, bo to może go wykluczyć z gry.

Autorka stworzyła powieść, w której umiejętnie dawkuje czytelnikowi tajemniczość, napięcie oraz grozę. Obrazy przedstawione w książce są tak barwne, że z całą pewnością oddziałują na naszą wyobraźnię. Sprawiają, że sami stajemy się uczestnikami tej gry i pragniemy z bohaterami odkrywać kolejne wskazówki, by wygrać tę grę. Prócz siostrzanej miłości spotkamy się tutaj również z rodzącym się uczuciem, pomiędzy głównymi bohaterami Scarlett oraz Julianem. Tylko czy w tej grze, ich uczucie może okazać się prawdziwym?

Caraval. Chłopak, który smakował jak księżyc to świetna powieść, w której nasze umysły zawładnie magia, a my sami przeniesiemy się do świata w którym wszystko staje się możliwe. To książka, w której bohaterowie będą zmuszeni oddzielić iluzję od rzeczywistości. Ale przede wszystkim to historia wielkiej siostrzanej miłości, która sprawia, że wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Czyta się niezwykle przyjemnie, także zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję