wtorek, 15 sierpnia 2017

"Dance, sing, love. Miłosny układ" Layla Wheldon [PRZEDPREMIEROWO]



PREMIERA: 17.08.2017



*Tytuł: "Dance, sing, love. Miłosny układ"
*Autor: Layla Wheldon
*Wydawnictwo: editiored
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 524


*Ocena: 4/6
*Opis:

Livia Innocenti jest zawodową tancerką. Razem z zespołem robi show podczas koncertów i teledysków największych gwiazd muzyki. James Sheridan jest topowym piosenkarzem, bożyszczem fanek i ulubieńcem portali plotkarskich.

Spotykają się w Rzymie w czasie wspólnego tournée po Europie. Livia szybko przekonuje się, że woda sodowa uderzyła młodemu celebrycie do głowy. Nikt jej tak nie wkurza na próbach, jak arogancki i egoistyczny James. Na dodatek choreografia przewiduje kilka utworów w ich wykonaniu w duecie. Początkowo nie potrafią się dogadać i nawzajem się ignorują, jednak serca nie da się oszukać, nie na dłuższą metę. Czy będzie to szczęśliwy układ? Jakie role przyjdzie im wspólnie zatańczyć w tej historii?

Podążanie za głosem serca nie zawsze jest takie proste, jak się wydaje, i nie zawsze słuszne. Czasem kierowanie się rozumem jest najlepszą drogą, bo miłość, zamiast uszczęśliwiać, potrafi sprawiać ból.

Zatrać się w historii pełnej pasji, pożądania, zwrotów akcji i gorących rytmów.




*Moje odczucia:

Kiedy tylko padła propozycja przedpremierowego przeczytania i zrecenzowania tej powieści, nie mogłam odmówić. Uwielbiam taniec, a co za tym idzie również książki o tej tematyce. Zawsze marzyło mi się, by nauczyć się tańczyć, niestety nie wszystko się spełnia, czego się pragnie. Jednak miłość w sercu do tańca pozostała.

Książka jest debiutem autorki i cóż mogę o niej powiedzieć? Na pewno nie to, że po jej przeczytaniu zabrakło mi tchu w piersiach, bo tak nie było. Niemniej nie uważam tej pozycji za beznadziejną, broń Boże. Kiedy zaczęłam czytać te dość opasłe tomisko, nie mogłam się oderwać. I tak w dwa dni pochłonęłam całość. Pomysł na fabułę uważam za jak najbardziej ciekawy i intrygujący. Do tej pory jedynie oglądałam filmy o takiej tematyce, miło było więc tym razem dla odmiany przeczytać książkę. Taniec, śpiew i miłość, do tego burzliwe kłótnie, złamane serca i wielkie przyjaźnie, tego możecie się tutaj spodziewać. Wartka akcja nie pozwala nawet na odrobinę nudy, tutaj ciągle coś się dzieje.

Wykreowani bohaterowie są... no właśnie, tutaj mam małe ale. Choć zżyłam się z Livią, i nawet ją polubiłam, to jednak czasem jej podejście do życia i pewnych spraw wręcz mnie irytowało. Strasznie łatwo ulegała urokowi mężczyzny, co dla mnie było jej minusem. No i ta przesada z alkoholem, zdecydowanie autorka zbyt go nadużywała. Momentami odnosiłam wrażenie, że to on tu odgrywa główną rolę, a przecież nie o to chodziło. James natomiast miał brak kontroli nad własnych zachowaniem, zazdrość potrafiła do doprowadzać do kompletnego szału i braku panowania nad sobą. Ten temat jest mi znany, sama przerabiałam i powiem Wam, że nie wróży to niczego dobrego. Do reszty bohaterów nie mam zarzutów, no może w małym stopniu jedynie mam żal do Alexa, za to jak potraktował Liv.  



Miłość, tutaj mamy jej wiele. Nie zawsze jednak jest wspaniała, ma swoje wzloty i upadki. Czasem nam samym wydaje się, że potrafimy panować nad własnymi uczuciami, że nie pozwolimy im ujrzeć światła dziennego, a jednak, kiedy w grę wchodzi serce, nic nie jest pewne. Uczucia wylewają się nami jak fale na morzu, a my tracimy nad nimi kontrolę. Będziemy świadkami pełnych doznań, wielu zawirowań i trudnych wyborów, które nie zawsze okażą się tymi właściwymi.

Autorka odkrywa przed nami również świat show biznesu w branży muzycznej i tanecznej. Zobaczymy z czym wiąże się taka praca i jak wiele wymaga poświęceń. Zobaczymy wiele ciekawych miejsc, gdyż akcja nie toczy się tylko i wyłącznie w jednym z nich. Gwarantuję, iż z zapartym tchem, będziemy śledzili losy bohaterów.

No i to zakończenie...czy tak się postępuje z czytelnikami? Mnie po prostu wgniotło w fotel. Teraz z niecierpliwością będę oczekiwała kolejnego tomu.




Dance, sing, love. Miłosny układ to powieść o tańcu, pasji oraz gorącej namiętności, ale przede wszystkim o różnych obliczach miłości. Miłość to uczucie, które rządzi się swoimi prawami, które nie zawsze pojmujemy. To historia, która rozpali nasze zmysły oraz niejednokrotnie nas wzruszy. Gorąco polecam!





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję





wtorek, 8 sierpnia 2017

"Zostań ze mną, Karolino" Alina Białowąs [PREMIEROWO + PATRONAT]



PREMIERA: 08.08.2017



*Tytuł: "Zostań ze mną, Karolino"
*Autor: Alina Białowąs
*Wydawnictwo: Replika
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 320


*Ocena: 5/6
*Opis:

Wierzę, że wszystko dzieje się po coś. Ale nie zwalam winy na przeznaczenie. To ja ponoszę konsekwencje moich wyborów.
Karolina przekonuje się, że dorosłość i dojrzałość to dwa zupełnie różne przymioty. Kiedy całe jej życie zaczyna się rozpadać, kobieta jest skłonna obwiniać o to wszystkich oprócz siebie. Jej związek z Rafałem stoi pod znakiem zapytania, przyjaciółka od kilku dni nie daje znaku życia, a rodzinne niedopowiedzenia i tajemnice mają coraz gorszy wpływ na relacje Karoliny z rodzicami. W dodatku były mąż postanawia z rozmachem ponownie wkroczyć w jej życie. Może to już najwyższa pora, żeby przestać kierować się jedynie emocjami? Może dłoń wyciągnięta w stronę najbliższych będzie w stanie wszystko naprawić?


*Moje odczucia:


Z wielką niecierpliwością oczekiwałam dalszych losów Karoliny. To postać z którą się zżyłam i której od początku kibicowałam, jednak nie ukrywam, iż momentami jej postępowanie wyprowadzało mnie z równowagi. Zwłaszcza w tej części. Mówi się, że kobieca intuicja nie zawodzi, jednak ciągłe kierowanie się Karoliny jej intuicją, czy też wyobraźnią okropnie działało mi na nerwy. Momentami nie rozumiałam jak można tak bezmyślnie wszystkich o wszystko obarczać, nie zauważając przy tym samej siebie? No cóż, nie zawsze wszyscy bohaterowie muszą być idealni, w końcu każdy z nas posiada swoje wady.

Bardzo lubię twórczość Aliny Białowąs, gdyż jej książek się nie czyta, przez nie wprost się "płynie". Język jakim się posługuje jest niezwykle przyjemny i lekki, a dialogi jasne i czytelne. Fabuła nie jest jakaś banalna, bohaterowie mierzą się ze swoją przeszłością, lękami i rozczarowaniem. Nie mamy tutaj szczęśliwego, nieskomplikowanego życia usłanego różami, wręcz przeciwnie, to życie, które zostało tutaj przedstawione ciągle napotyka na swojej drodze "kłody" pod nogami.

Na świecie są różni ludzie. Niektórzy z nich wcale nie muszą wykonywać zawodu aktora, by nim być, bo jak się okazuje, nawet nasi najbliżsi mogą ich udawać okłamując nas na każdym kroku. Problem u ludzi polega na tym, iż czasem zbyt szybko i łatwo ufają innym. A inni wykorzystują to w najbardziej okrutny sposób. To, że jest się rodziną, nie zawsze oznacza, że ktoś z naszej rodziny, nie zechce wbić nam w plecy przysłowiowego noża.



Autorka przedstawiła nam bohaterkę, która u wszystkich widzi jakieś skazy, jednocześnie nie widząc własnych. Każdego potrafi krytykować, ale własnej krytyki nie chce przyjąć. Boi się zaufać mężczyźnie, którego kocha, gdyż patrzy na niego poprzez pryzmat swojego byłego męża, który ją skrzywdził. Nie można jednak wszystkich wrzucać do jednego worka. Obwinianie wszystkich w koło, oprócz siebie samej nie jest dobrym rozwiązaniem. Oznacza to, że nie potrafimy przyznać się do tego, iż my sami mamy wady, których gołym okiem pragniemy nie zauważać. Zawsze lepiej winę zrzucić na kogoś innego.

Dojrzałość, a bycie dojrzałym to dwie różne sprzeczne rzeczy. To, że ktoś jest dojrzały, wcale nie musi oznaczać, iż dojrzał do każdej podejmowanej decyzji. Czasem wydaje nam się, iż jesteśmy dojrzali, a w gruncie rzeczy wciąż zachowujemy się jak dzieci. To nasze doświadczenia kształtują nasze podejście do życia. Uczymy się na własnych błędach całe życie. W życiu wszystko dzieje się po coś, wszystko ma swój cel. To my ponosimy konsekwencje naszych wyborów.



Wartka akcja nie pozwala na nudę, tutaj ciągle coś się dzieje, a świat wciąż się kręci! Czasami obarczamy bliskich własnym ciężarem, którego my sami nie potrafimy udźwignąć. Jesteśmy ślepi na cierpienie bliskich, które sami powodujemy. Czy nie lepiej zatem wyciągnąć pomocną dłoń i porozmawiać o tym, co nas boli?

Zostań ze mną, Karolino to powieść, która otwiera nam oczy na nasze własne postępowanie. Uświadamiamy sobie, iż nie zawsze nasze decyzje są słuszne, a obarczanie winą wszystkich w koło prócz nas samych jest niesprawiedliwe. Życie to nie bajka, życie to my i nasze czyny, a także umiejętność wybaczania. Gorąco polecam tę powieść, zachęcam również do sięgnięcia po dwa poprzednie tomy.



Za możliwość przeczytania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję







poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Lirogon" Cecelia Ahern




*Tytuł: "Lirogon"
*Autor: Cecelia Ahern
*Wydawnictwo: Akurat
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 446


*Ocena: 4/6
*Opis:


W południowo-zachodniej Irlandii, w dziewiczej okolicy, głęboko w lesie mieszka samotna młoda kobieta, Laura. Jest obdarzona niespotykanym talentem. Niezwykły dar polega na umiejętności naśladowania rozmaitych dźwięków. Za sprawą zaskakującego zbiegu okoliczności, Laura staje się telewizyjną celebrytką. Czy wielka miłość, która równocześnie pojawiła się w jej życiu, uchroni ją przed pułapkami i niebezpieczeństwami czyhającymi w bezwzględnym świecie? „Lirogon“ to przemyślana, głęboko poruszająca historia miłosna. Historia dzikiego serca, które bije w każdym z nas.




*Moje odczucia:

Bywa, iż ludzie rodzą się z niesamowitymi talentami. Tak jest właśnie z naszą bohaterką Laurą,
 która potrafi naśladować różne dźwięki. Dziewczyna od ponad dziesięciu lat mieszka sama w opuszczonej chacie, a jej jedynymi rozmówcami są zwierzęta. Powiem Wam, że sama czasami wolałabym rozmawiać tylko ze zwierzętami, gdyż z całą pewnością są one mądrzejsze od ludzi. Czytając powieść rozmarzyłam się, iż sama znajduję się na miejscu bohaterki, która jest niezwykle intrygującą osobą. Trudno nie wspomnieć również, iż poprzez swoją odmienność jest osobą zamkniętą w sobie.





Autorce udało się w niezwykle plastyczny sposób oddać obraz wydawania wszelkich dźwięków poprzez Laurę. Momentami odnosiłam wrażenie, iż stoję obok i słyszę je na żywo. Ale nie tylko obraz natury został tutaj przedstawiony. Cecelia Ahern ukazuje nam również świat show-biznesu, w którym celebrytą czasem trudno się odnaleźć. Mogłoby się wydawać, że to świat o jakim marzy wielu z nas, jednak rzeczywistość bywa inna. Bo dojście na sam szczyt kariery, bywa bardzo trudne. Show biznes to branża w której obraca się mnóstwo ludzi, a ludźmi rządzi tam pieniądz i ciągła walka o wybicie się ponad innych.

Kiedy Laura ukazuje po raz pierwszy swoją twarz, jej talent do naśladowania różnych dźwięków zostaje od razu zauważony. Staje się osobą rozpoznawalną w telewizji na całym świecie. Czy zatem dziewczyna, która wiele lat spędziła pośród natury i zwierząt odnajdzie się w miejskim gwarze i show-biznesie?

Stworzone poprzez autorkę postacie są niezwykle osobliwe, każda z nich ma swoją charyzmę. Są wręcz barwne i żywe. Porównanie głównej bohaterki do lirogona, czyli australijskiego ptaka, który potrafi powtórzyć niemalże każdy usłyszany dźwięk jest niezwykle fascynujące. I choć akcja nie toczy się tutaj błyskawicznie, a opisy momentami potrafiły nudzić, to książkę czytało się w miarę przyjemnie. Nie mówię, że jakoś specjalnie mnie porwała, bo tak nie było. Pojawia się wątek romantyczny, który jednak nie stanowi głównego tła książki. Jest przyjemnym dodatkiem.


Lirogon to książka, w której akcja toczy się spokojnym rytmem, jednak posiada urokliwą bohaterkę, która potrafi naśladować wiele zasłyszanych dźwięków, a jej głównymi przyjaciółmi są zwierzęta. To książka, która opowiada o zawirowaniach życiowych, przelotności szczęścia oraz wspaniałej miłości. Polecam tym, którzy kochają naturę.





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję








niedziela, 6 sierpnia 2017

"W słońcu i we mgle" Dorota Schrammek





*Tytuł: "W słońcu i we mgle"
*Autor: Dorota Schrammek
*Wydawnictwo: Szara Godzina
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 284 


*Ocena: 5/6
*Opis:

Niepozorny hotelik w centrum Wałcza, trzy przyjezdne kobiety i właścicielka obiektu – sceneria iście filmowa, jednak daleka od ideału. Za bohaterkami ciągnie się przeszłość, która prześladuje je na każdym kroku. Dlaczego Bożena ma wiecznie zaciśnięte usta i tworzy szczegółowy plan każdego dnia? Co jest przyczyną tego, że Natalia nie chce rozmawiać z mężem, a w nocnej szafce skrywa pozew rozwodowy? Z jakiego powodu Majka usiłuje popełnić samobójstwo? I w końcu Alicja – skąd wie o sekretach pozostałej trójki? Jakie tajemnice kryją się za hotelowymi drzwiami?




*Moje odczucia:


Gdyby w naszym życiu nic się nie działo, mogłoby być ono smutne i nudne. Prawda jest jednak taka, że nigdy nie wiemy co się w nim wydarzy i co nas spotka. Kolejna książka Doroty Schrammek jest tego najlepszym przykładem. Uświadamia nam, iż skrywanie tajemnic, czy też jakiś niewyjaśnionych spraw, może mieć wpływ na nasze dalsze życie. Często skrywamy ból w sobie, nie chcąc nim obarczać bliskich, twierdząc, że sami sobie z nim poradzimy. Niestety nie zawsze tak jest. Bywa, że to co siedzi w nas, niszczy nie tylko nas samych, ale również i nasz związek.


Bohaterkami powieści są cztery kobiety, przy czym każda z nich zmaga się z własnymi problemami. Wspólnie spotykają się u jednej z nich, która jest właścicielką hotelu. Od tego czasu wszystko zaczyna się zmieniać, czy na dobre?
Wykreowane postacie przez autorkę są jak najbardziej barwne, bez problemu można się utożsamić z którąś z nich. To kobiety na pozór silne i odporne na zło, a jednak w głębi serca kruche niczym szkło. Myślę, że większość kobiet, to właśnie takie osoby. Chcą być twarde, zakładają "maski", ale i one w końcu odpadają i ukazują rzeczywistość.

Książki Doroty Schrammek są niezwykle kobiecie. Sięgam po nie w ciemno i zawsze wywołują na mnie dobre wrażenie. Tym razem nie było inaczej. Historie, które zostały przedstawione ukazują nam, iż w życiu nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Zdarzają nam się tragedie, które odciskają piętno na naszej przyszłości. My, nie chcemy się do tego przyznać, uparcie twierdząc, że poradzimy sobie same, a jednak z dnia na dzień bywa gorzej. W końcu trafiamy na osobę, która nam pomaga. Dlaczego tak się dzieje? Trudno to wytłumaczyć, ale być może w naszym życiu tak miało być, może mieliśmy spotkać całkiem obcą osobę, która naprowadzi nas na właściwą drogę, pozwoli iść do przodu, nie obracając się do tyłu? W życiu zawsze coś dzieje się po coś.

Powieść czyta się przyjemnie, przez niezwykle lekkie pióro autorki. Ta historia to samo życie, życie, które ujawnia się zarówno w słońcu jak i we mgle. Bohaterkami powieści są kobiety, które mają lepsze i gorsze dni, jak to często bywa i u nas samych. Fabuła toczy się w niezwykle barwnym Wałczu, który został wyśmienicie opisany poprzez autorkę przez co, doskonale możemy sobie go wyobrazić własnymi oczami. Nie brak tej lekturze wielu życiowych mądrości, a przede wszystkim nie jest to powieść z której wieje nudą.



W słońcu i we mgle to książka, którą napisało samo życie. Życie, które nie zawsze jest słodkie i kolorowe, lecz również i szare i ponure. Obrazuje nam skrywanie i tłumienie w sobie własnych myśli, których często nie chcemy ukazać najbliższym, ale za to robimy to przed całkiem obcymi ludźmi. To historia o miłości, zdradzie, stracie i żałobie, ale również pięknej i bezinteresownej przyjaźni. Polecam i zachęcam do przeczytania.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorce oraz











piątek, 4 sierpnia 2017

"Carpe diem" Diane Rose [AUDIOBOOK + PATRONAT]




*Tytuł: "Carpe diem"
*Autor: Diane Rose
*Wydawnictwo: Videograf / StoryBox.pl
*Rok wydania: 2017
*Czyta: Joanna Domańska


*Ocena: 6/6
*Opis:

Rosalie Heart ma dwadzieścia dwa lata, studiuje prawo, dba o linię i spotyka się ze swoimi przyjaciółmi. Jednym słowem – szczęśliwa młoda kobieta, czekająca na miłość. Jednak zanim zaczniecie jej zazdrościć, przemyślcie to… Rosalie zostały już niecałe dwa lata życia. Pogodziła się z tym, że umrze. Teraz tylko stara się oswoić z tym swoich najbliższych. Żyje chwilą i próbuje zrobić jak najwięcej. Nie myśli o miłości i związkach, uważa, że jest to dla niej zakazanym owocem. Po prostu trwa i czeka na ten ostatni dzień, kiedy już się nie obudzi. Ten precyzyjny plan ulega zmianie, kiedy Rosalie poznaje kogoś, z kim chciałaby spędzić jak najwięcej wspólnych chwil…


*Moje odczucia:

Kiedyś nie byłam przekonana do audiobooków. Dzisiaj jestem zdania, że to cudowna rzecz, zwłaszcza, jeśli pracuje się w pracy, w której jest możliwość ich słuchania. A w mojej bez wątpienia mogę ich słuchać. Także łączę przyjemne z pożytecznym.

Słuchanie audiobooka Carpe diem od samego początku wywoływało we mnie wiele emocji. Zdarzały się momenty, iż moje serce kroiło się na milion drobnych kawałeczków, by za chwilę za powrót mogła wrócić radość.

Wyobraźcie sobie, że żyjecie, chodzicie do szkoły, pracy, wszystko toczy się normalnie. Aż tu nagle spada na Was wiadomość o tym, że jesteście ciężko chorzy, że są nikłe szanse na to, byście mogli przeżyć. Jak się wtedy zachowujecie?

Rosalie Heart to młoda dziewczyna, która jest ciężko chora. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż powoli umiera. Pozostało jej 600 dni życia. Z początku nie ma najmniejszej ochoty, by walczyć chociaż o jakiś drobny płomyk nadziei na to, by jednak ją wyleczono. Godzi się z tą świadomością, że umrze. Uważa, że miłość to dla niej "zakazany owoc", że to nie dla niej. Postanawia żyć z ideą carpe diem - chwytaj dzień, czyli żyć tu i teraz, korzystać z życia w pełni i niczego nie żałować. Wszystko zmienia się kiedy poznaje Daniela, który jest lekarzem. Choć Rosalie uważała, iż miłość jest nie dla niej, to czyż można zakazać sercu pokochać? Mówią, że serce nie sługa, czy zatem chora dziewczyna będzie miała prawo do kochania i bycia kochaną?

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, informuję, iż powieść jest debiutem autorki, niezwykle udanym debiutem. Bohaterowie wykreowani poprzez autorkę są jak najbardziej autentyczni, każdy z nich ma swoją charyzmę, która nadaje mu swoistej wyrazistości. Słuchając audiobooka czułam niemalże namacalną więź z nimi. Fabuła zasługuje na wielką pochwałę. Autorce udało się napisać niebanalną, a wręcz smutną powieść, zarazem utrzymaną z ogromną dawką optymizmu. Nie jest to proste, a jednak Diane Rose podjęła się tego zadania i wyszło jej to znakomicie. Serwuje nam gorzko-słodką powieść, z której każdy z nas wyniesie ogrom refleksji i przemyśleń.

Lektorem powieści jest Joanna Domańska. Moim zdaniem jej głos i dykcja nadają się idealnie. Słuchanie jak czyta książkę było niezwykle emocjonującą przygodą, która doskonale umilała mi czas pracy. Joanna Domańska doskonale wczuwa się do roli każdego z bohaterów w pełni przekazując odbiorcy ich emocje.

Carpe diem to powieść, która uświadamia nam jak kruche potrafi być życie. Że potrafimy być niebywałymi głupcami, nie dostrzegając radości dnia codziennego. Żyjemy w ciągłej pogoni, nie dostrzegając drobnych elementów naszego życia, które na pozór wydają nam się mało ważne, a w rzeczywistości odgrywają ważną rolę w naszym życiu. Żyjmy więc każdym dniem tu i teraz. Polecam z całego serca.







Za możliwość wysłuchania, zrecenzowania i patronowania serdecznie dziękuję







czwartek, 3 sierpnia 2017

Zapowiedź "Światełko w tunelu. Polowanie na Pliszkę" Hanna Greń



PREMIERA: 22.08.2017





Jest mi niezmiernie miło poinformować, iż mój blog Czytaninka objął patronatem medialnym książkę Światełko w tunelu. Polowanie na Pliszkę Hanny Greń.




Kontynuacja losów Kornelii Pliszki i komisarza Gerarda Skrzyńskiego. Opowieść o pozorach, które zbyt często zakłamują nasz obraz rzeczywistości.
Po ostatnich tragicznych wydarzeniach Gerard jest przekonany, że bezpowrotnie utracił to, co było dla niego najważniejsze. Po Kornelii pozostały mu jedynie wspomnienia oraz maleńki kot, którego kobieta zostawiła pod jego opieką przed ich ostatnim rozstaniem.
Okazuje się jednak, że ciało znalezione w domu Pliszki po pożarze należy do kogoś innego. Gdzie zatem podziała się Kornelia i dlaczego nie daje znaku życia? Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy komisarz dowiaduje się, że jego koledzy stawiają Kornelii absurdalne – jego zdaniem – zarzuty. Mężczyzna rzuca na szalę całą swoją zawodową przyszłość, żeby udowodnić, że podejrzewana przez policję kobieta jest niewinna. Jednak żeby to zrobić, trzeba ją najpierw odnaleźć. Rozpoczyna się polowanie na Pliszkę.






Jeśli tak samo jak ja jesteście ciekawi co takiego stało się z Pliszką, zapraszam w okolicach premiery na recenzję!





środa, 2 sierpnia 2017

Blog talk show #8

BLOG TALK SHOW #8

Przedstaw się wszystkim.

Hej! Witajcie :) Mam na imię Marlena i nienawidzę tego imienia. Ale cóż, imion się nie wybiera. Jestem samotnikiem, lubię spędzać czas samotnie wykonując różne czynności. Rysuję, piszę, czytam, bawię się z moim ukochanym psem Lucky'm. Odkąd pamiętam uwielbiałam pisać. Już będąc małym dzieckiem pisałam wierszyki o tym co zobaczyłam za oknem. Jako, że jestem samotnikiem, to słucham bardzo dużo muzyki, ale o niej opowiem w innym pytaniu. Od dwóch lat prowadzę bloga i czasami pisuję opowiadania.


Kiedy i gdzie się urodziłaś?

Urodziłam się 22 kwietnia 1998 roku. Jestem jeszcze z tamtego wieku i nie wiem dlaczego, ale sprawia mi to ogromną radość. Miejsce mojego urodzenia to szpital w mieście o nazwie Krosno. Jeśli nie wiecie, gdzie jest to miasteczko, to podpowiem że na Podkarpaciu, 60 kilometrów od Rzeszowa :)

Jak rodzice w dzieciństwie się do Ciebie zwracali?

Zwykle wołali na mnie Lena, Lenka, Marlencia, czasami też Marysia z racji mojego drugiego imienia Maria. Ale najbardziej uwielbiałam, gdy moja przyszywana ciocia, która po prostu mnie uwielbia nazywała mnie Perełka. Do dziś mi tak mówi, ale rzadko i bardzo mi tego brakuje.

Będąc małą dziewczynką wolałaś bawić się z chłopcami, czy dziewczynami?

Prawda jest taka, że wolałam się bawić sama. A jeśli już z kimś się bawiłam, to z dziewczynkami. Chłopców omijałam szerokim łukiem. Nie wiem dlaczego, ale zawsze byłam bardzo zdystansowana jeśli chodzi o przeciwną płeć. Do dziś nie potrafię z nimi rozmawiać.

Kiedy i czym pierwszy raz w życiu tak porządnie zdenerwowałaś rodziców?

Jak tak się zastanawiam nad tym pytaniem, to przypomina mi się sytuacja, która miała miejsce wiele lat temu. Miałam 3, może 4 latka. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze u babci i mieliśmy przepiękne, duże akwarium z rybkami. Pamiętam, że nie mogłam się na nie napatrzeć i stwierdziłam, że jest im smutno bez zabawek. Podniosłam więc swoje pudełko z klockami, weszłam na maleńki taborecik i wysypałam zawartość pudełka do akwarium. Mama opowiadała mi, że jak to zobaczyła, to nie wiedziała czy się śmiać, czy płakać.

Jesteś bardziej córeczką mamusi, czy też tatusia?

Tatusia, jak byłam mała to spędzałam z nim wiele czasu i zawsze, gdy czegoś chciałam, to on bez problemu mi to dawał. Wystarczyło, że powiem słowo i już leciał do sklepu kupić mi tego loda, czy batonika. A mama nigdy mnie tak nie rozpieszczała.


Jaki jest Twój ulubiony kolor?

Niebieski. Uwielbiam niebieski i większość moje szafy to granaty, morskie zielenie, błękity i wszelkie inne odcienie niebieskiego.

Jakiej słuchasz muzyki?

Tutaj was zaskoczę. Do roku 2015 słuchałam tego, co było aktualnie popularne i wielbiłam Bruno Marsa. Słuchałam też piosenek z filmów Bollywood (jeśli ktoś nie zna tego gatunku, to są to filmy pochodzące z Indii), które po prostu kochałam nawet mocniej niż książki. Ale pod koniec tego roku zmieniło się to, a to za sprawą mojej przyjaciółki, która zapoznała mnie z czymś, czego do tamtej pory nigdy nie słyszałam. A dokładniej k-popem, czyli dla niezaznajomionych z tematem, muzyką koreańską. Nie minęło pół roku, a całkowicie wsiąknęłam w tę muzykę, a wszystko inne poszło w odstawkę. Uwierzcie mi, gdy już raz wciągniecie się w k-pop, to nie będziecie mogli się z niego uwolnić. Jednymi z k-popowych zespołów są np. mój ukochany BigBang, BTS, czy Twice. Znany wam z hitu „Gangnam style” Psy także jest koreańskim twórcą.

Jak lubisz się relaksować w wolnych chwilach (poza czytaniem oczywiście)?

Słuchaniem muzyki, rysowaniem.

Jaki jest Twój obecny stan: wolna/zajęta/narzeczona/mężatka/do wzięcia od zaraz?

Wolna. Chociaż chciałabym, by było inaczej.

Jak krótko – jednym słowem – mogłabyś się opisać?

Dziwna.

Wolisz góry czy też jeziora?

Wolę wszystko. Uwielbiam naturę, zwierzęta. Kocham przechadzać się po lesie, szukać znaków po tutejszych bywalcach. A spędzanie czasu nad jeziorem, czy w górach jest czymś cudownym i nie potrafię wybrać jednego z nich.

Miejsce, które odwiedziłaś, a o którym nie możesz zapomnieć?

Warszawa. Pierwszy raz byłam w niej rok temu, na targach książki. Drugi raz w styczniu tego roku na koncercie koreańskiego zespołu 24K i po prostu zakochałam się w tym mieście. Przeżyłam w nim wspaniałe 2 dni i już nie mogę się doczekać, aż kolejny raz tam pojadę. A do tego wyjazdu już niedaleko. Bo 11 sierpnia jadę na k-popowy konwent razem ze swoją przyjaciółką. Mamy zamiar w końcu zwiedzić Warszawę i już nie mogę się doczekać. Najbardziej kuszą mnie złote tarasy ^^

Czy lubisz zwierzęta? Masz jakieś?

Oczywiście, że mam. Od roku, a dokładniej od 11 czerwca 2016 mam przecudownego pieska, mieszańca shih-tzu z kundelkiem. Jest przekochany i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ma na imię Lucky i jest moją wielką miłością <3


Cytuję „Jestem przeciętna, zamknięta w sobie, cicha, nie jestem przebojowa, nie każdy mnie lubi, bo przez to, że się nie odzywam, innym wydaje się że ich ignoruję, że myślę iż nie warto z nimi rozmawiać.” Dlaczego uważasz się właśnie za taką dziewczynę?

Bo taka właśnie jestem. Niczym się nie wyróżniam, jestem zamknięta w sobie. To prawda, mam o sobie bardzo niskie mniemanie, ale nie potrafię myśleć o sobie w inny sposób.

Czy masz rodzeństwo? Jeśli tak, przedstaw je w skrócie.

 Mam brata, prawie 16-letniego głupka o imieniu Radosław, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Jest wysoki, wyższy niż ja i nosi okulary. Jest też strasznie leniwy i dużo czasu spędza na komputerze. Uczy się tworzyć gry, bo chciałby kiedyś pracować w tej branży. Oboje jesteśmy fanatykami Deadpoola i Wolverina. Radek zawsze mnie rozśmiesza, a ja odwdzięczam mu się pomagając, gdy tylko mam taką okazję. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci, dzięki temu że bardzo często opiekowałam się nim, gdy byliśmy mali.

Pierwsza rzecz, która przychodzi Ci na myśl myśląc: Boże jaka ja byłam głupia! ?

Jest jedna taka rzecz. Nikomu wcześniej (oprócz rodziny) tego nie mówiłam, ale chcę być szczera. Rok temu, będąc w drugiej klasie technikum, opuściłam prawie dwa miesiące szkoły. I to nie z powodu choroby, nie z powodów rodzinnych. Nic z tych rzeczy. Byłam debilką i po prostu nie chodziłam na lekcje. Bałam się i nie chciałam tam chodzić. Wolałam zamiast tego szlajać się po mieście, albo przesiadywać w czytelni. Jak ja mogłam być tak głupia? Przez to nie zdałam matematyki i pisałam poprawkę w sierpniu. Do dziś się to za mną ciągnie i mam ogromne braki w matematyce. Nie potrafię zrozumieć dlaczego tak postąpiłam.

Jedna szalona rzecz, którą chciałabyś zrobić?

Pojechać autostopem do Indii, potem do Chin i popłynąć do Japonii, i oczywiście OBOWIĄZKOWO do Korei <3 Ewentualnie spotkać mojego męża T.o.p (Choi Seung-hyun, członek zespołu BigBang) i z całej siły go przytulić nie zważając na ochroniarzy. Ma on za sobą próbę samobójczą, która złamała mi serce i chciałbym go pocieszyć. Czy jest to szalone? Może trochę ;)


Czego nie lubisz robić?

Myć naczynia. A muszę to robić każdego dnia i wprawia mnie to w szał. I nie lubię też chodzić do szkoły, bo niestety wybrałam sobie zły kierunek. Ale cóż, nic teraz nie poradzę na to, został mi jeszcze rok i będę wolna, więc muszę wytrzymać :)

Czy często zdarza Ci się mieć wyrzuty sumienia?

Bardzo często. Chociaż, głupio się przyznać, trochę u mnie zanikły. I to właśnie przez okres, gdy nie omijałam szkołę szerokim łukiem. Jednak, jako że jestem żarłokiem, to często mam wyrzuty, gdy pod wpływem chwili zjem coś, co nie było moje, np. lody, które mama sobie zostawiła, czy wafelek taty. To u mnie codzienność.

Ile książek liczy Twoja dzisiejsza biblioteczka?

Jeśli liczyć bez mang, to 79, ale kolejne już w drodze. Z mangami i komiksami mam ich 139. Nie jest to wiele, ale zawsze to coś ^^


Jakie blogi najczęściej czytasz i dlaczego?

Z recenzjami książek, np. uwielbiam bloga mojej koleżanki Natalii (Książki widziane oczami Natalii). Często czytam też blogi na których ludzie dodają swoje opowiadania.  Ale jednak najchętniej blogi kulinarne. Często siedzę w pokoju i z nudów szukam ciekawych przepisów na babeczki, albo zapiekanki makaronowe. Uwielbiam to :)

Co daje Ci czytanie książek i dlaczego chcesz zarażać tą pasją innych?

Czytanie jest czymś cudownym. Nie wyobrażam sobie swojego życia, gdybym nigdy nie przeczytała ani jednej książki. Czytanie sprawia, że jestem szczęśliwa. Uwielbiam poznawać nowe historie, podróżować do nowych światów, czy obserwować oczami wyobraźni losy bohaterów. Gdy czytam, to momentalnie znikam.

Do jakiej książki masz największy sentyment?

 Do jednej z pierwszych które przeczytałam. „Szara wilczyca” Jamesa Olivera Curwooda. Jak byłam młodsza pochłaniałam książki o zwierzętach jedna za drugą, nie potrafiąc nawet na chwilę przestać. I właśnie ta książeczka najbardziej zapadła mi w pamięć i sprawiła, że do dziś na myśl o niej czuję ogromny sentyment.

Co sądzisz o udziale w organizacji akcji Zaczytany Rok 2017?

Trochę się tego bałam, ale dzięki temu poznałam wiele wspaniałych osób, które tak samo jak ja, kochają książki. Bardzo mnie ucieszyło gdy dostałam tę propozycję i dosłownie skakałam z podekscytowania. Cieszę się, że mogę być częścią tego cudownego książkowego gangu :D






Dziękuję Ci Marleno za poświęcony czas. Choć uważasz się za samotnika, myślę, że w głębi serca jesteś osobą, która też pragnie mieć znajomych ( zresztą teraz masz ekipę Zaczytany Rok). Co do muzyki, przyznaje - zaskoczyłaś mnie, bo pierwszy raz o niej słyszę. Mam nadzieję, że będziesz spełniać swoje marzenia i że w końcu poprawisz swoje niskie mniemanie o sobie ;)


Tutaj możecie odwiedzić Marlenę. Po kliknięciu w nazwę zostaniecie przeniesieni w docelowe miejsca.










wtorek, 1 sierpnia 2017

"Czarodzieje koni" Krzysztof Czarnota





*Tytuł: "Czarodzieje koni"
*Autor: Krzysztof Czarnota
*Wydawnictwo: Zysk i S-ka
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 312



*Ocena: 4/6
*Opis:


O MIŁOŚCI DO KONI I O TALENCIE, KTÓREGO NIE WOLNO ZMARNOWAĆ.

W dawnych podaniach można odnaleźć wiele opisów przypadków koni trudnych, kompletnie nieobliczalnych i bardzo niebezpiecznych. Konie te kopały, gryzły, stawały dęba, ponosiły, zrywały najsilniejsze nawet pęta. Czy można je było poskromić? Kozacka legenda mówi o ludziach potrafiących w niewytłumaczalny sposób okiełznać konie. Zaczęto o nich mówić czarodzieje. Kozacy wierzyli, że ludzie ci dostali od Boga szczególny dar.

Czy to możliwe, aby zrozumienie i czucie koni kozackiego atamana było takie samo jak metody treningowe Polaka mieszkającego na wschodnich rubieżach na początku XXI wieku? Przypadek, zrządzenie losu, a może zakodowana w łańcuchach DNA pamięć? Żeby rozwikłać tę tajemnicę, konieczna jest wędrówka na dawne Kresy Rzeczypospolitej. Z mroków historii wyłaniają się rody słynnych ongiś magnatów i hodowców arabskich koni, ożywają postaci Wacława Emira Rzewuskiego, Juliusza Dzieduszyckiego, Juliusza Kossaka. Bohater powieści śledzi ich nieprawdopodobne wyprawy i przygody w nadziei, że w historii znajdzie klucz do rozwiązania współczesnej zagadki.


*Moje odczucia:


Konie jakie są każdy widzi. Z niektórymi pracuje się trudniej z innymi łatwiej. Krzysztof Czarnota w swojej najnowszej książce przedstawia nam swoją wielką miłość do tych zwierząt. Ukazuje nam świat koni arabskich, skąd pochodziły najlepsze okazy, jak ciężko było kupić takiego konia. Konie arabskie są niezwykle wytrzymałymi i odpornymi istotami, na długich dystansach nie mają sobie równych. Ich historia sięga daleko wstecz, rozpoczyna się na Półwyspie Arabskim. To właśnie tam wyhodowano najlepsze okazy, których następne pokolenia są znane aż po dzisiejszy dzień.



Głównym tematem książki jest historia atamana Tutkaluka, który podobnie jak autor był wielkim miłośnikiem koni. Czarnotę tak fascynuje jego historia, iż postanawia objechać Ukrainę właśnie jego śladem. Pomyślicie, co wspólnego może mieć ataman ze współczesnym człowiekiem? Otóż bardzo wiele, podobnie jak i on potrafił układać konie. Wierzcie mi, że jeśli miłośnik koni trafi na drugiego miłośnika zawsze chętnie podąża jego tropem, pragnąć dowiedzieć się czegoś nowego.

Oprócz wędrówki na dawne Kresy, autor opisuje częściowo swoje doznania podczas odkrywania historii atamana, który niezwykle go inspiruje. Znajdziemy również opisy wyprawy na arabskie pustynie, dokonywanie tam zakupu koni, które wcale jak się okazuje nie było takie łatwe. Z wielką pasją opowiada nam również o ludziach hodujących konie.

To co urzeka w książce autora, to niezwykle barwne opisy, żywi bohaterowie oraz ciekawe informacje, dzięki którym lepiej poznajemy koński świat. Z wielką przyjemnością śledziłam losy bohatera, nasłuchując i dowiadując się coraz to nowszych rzeczy.




Poznajemy również wielkich pasjonatów i hodowców koni, tj. Wacława Emira Rzewuskiego, Juliusza Dzieduszyckiego czy też Juliusza Kossaka. Ludziom obracającym się w końskim świecie, te imiona i nazwiska nie są obce.

Wielu ludziom mogłoby się wydawać, iż zrozumienie konia jest proste. Z doświadczenia wiem, że nie zawsze tak to się przedstawia. Na zaufanie i szacunek konia trzeba sobie zapracować, bo "nie sztuką jest kochać konie, sztuką jest sprawić, by konie pokochały ciebie". Konie to niezwykle mądre i piękne zwierzęta, które wymagają wiele naszej uwagi. Czasem zdarzają się ludzie, którzy po prostu mają w sobie jakiś dar, który uławia im komunikację z końmi. Kiedyś nazywano takich ludzi czarodziejami, ale czy właściwie naprawdę nimi byli?

Czarodzieje koni to niezwykle pasjonująca wędrówka dla miłośników koni, to poszukiwanie i odkrywanie własnych korzeni oraz niezwykłych darów jakimi byli obdarzeni nasi przodkowie. To imponująca przeprawa, w której na pierwszym miejscu stoi miłość do koni. Polecam miłośnikom tych cudownych zwierząt.





Za możliwość przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję







poniedziałek, 31 lipca 2017

Wywiad - Natalia Nowak-Lewandowska


Po dłuższej przerwie zapraszam Was na wywiad z Natalią Nowak-Lewandowską, która jest przesympatyczną osobą.



1. Kim na co dzień jest Natalia Nowak-Lewandowska?

Sobą :) Kobietą, która tak samo jak większość, ma gorsze i lepsze dni, i która tak samo jak większość stara się sobie radzić z tymi gorszymi. Sprzątam, piorę, gotuję z wrodzoną nonszalancją. Jestem człowiekiem, który lubi wolność, a każde ograniczenia budzą we mnie sprzeciw.

 
2. Gdzie obecnie mieszkasz i czy zamieniłabyś to miejsce na inne?

Zmianę miejsca zamieszkania z dużego miasta na wieś mam już za sobą, i to nie dla mnie. Muszę żyć w dużym mieście, gdzie jest gwar, dostęp do wydarzeń kulturalnych, bibliotek i galerii handlowych. Nie dla mnie poranne trele ptaszków za oknem i wieczorne pohukiwanie sowy. Błogi spokój mnie męczy.

 
3. „Zaczęła pisać z przekory i wpadła we własne sidła”. Opowiedz nam jak to było?

Powinnam się nazywać Natalia Przekora, bo ta cecha towarzyszy mi od zawsze. Skoro ktoś mówi, że nie powinnam, to ja właśnie tak zrobię. Tak samo było z pisaniem, tylko tym razem to część mnie mówiła – nie rób tego, nie powinnaś, po co ci to, znasz ten rynek, nie jest łatwo. I choć znałam realia, to postanowiłam na przekór sobie i wszystkim spróbować. Udało się, po czterech dniach dostałam jedną z pierwszych pozytywnych odpowiedzi i nawet nie wiem w którym momencie coś, co miało być chwilowe, co miało być tylko udowodnieniem sobie, że potrafię, stało się czymś stałym.

 
4. Jakie to uczucie, kiedy wiesz, że napisana przez Ciebie książką zostanie wydana i ujrzy światło dzienne?

To uczucie towarzyszy mi nadal, bo choć debiut za mną, a w szufladzie leżą podpisane umowy na kolejne książki, niezmiennie jest to dla mnie ogromnie zaskakujące. Nieustająco część mnie nie wierzy, że to się dzieje naprawdę, jakby nie dotyczyło mnie, odbywało się bez mojego udziału, niemal abstrakcja. Ale jest też ogromna radość, spokój i spełnienie. Jakbym po wielu trudnych chwilach dotarła na miejsce.

 
5. Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa?


Dzieciństwo kojarzy mi się moją babcią i jej kanapkami, które nigdzie nie smakowały tak doskonale. Dzieciństwo to również coroczne kilkumiesięczne pobyty nad morzem, na Helu, gdzie stacjonował mój wujek – oficer marynarki wojennej. To moje najmilsze wspomnienia.


 6. Kim chciałaś zostać w dorosłości, będąc dzieckiem?

Fryzjerką, a potem chirurgiem. Do pierwszego zawodu kompletnie się nie nadaję, bo mój poziom mistrzowski kończy się na wykonaniu zwykłego warkocza na głowie dziecka. Natomiast medycyna, a szczególnie antropologia sądowa oraz medycyna sądowa niezmiennie mnie fascynują.

 
7. Czy jest coś, czego się panicznie boisz?

Nie odczuwam paniki na myśl o czymkolwiek. Mam kilka lęków, ale jestem uparta i staram się, żeby nie zdominowały mojego życia. Nie lubię ptaków, ale nie uciekam na ich widok z krzykiem rwąc włosy z głowy, mam lęk wysokości, ale staram się go pokonywać, choć czasem pod gardło podchodzi strach. Te lęki są jednocześnie moimi małymi wyzwaniami.

 
8. Ile czasu zajęło Ci napisanie „Pozorności” i jak wyglądał proces jej powstawania?

Z perspektywy czasu widzę, że była to najszybciej napisana książka. Pisałam ją około 4 miesięcy, popełniając wszystkie możliwe błędy debiutanta. Siadałam codziennie i pisałam, nie mając żadnego planu, charakterystyki bohaterów, pomysłu na całość. Zabrzmi to trywialnie, ale ona się ze mnie wylała, zresztą jako jedyna do tej pory i mam nadzieję, że jako ostatnia w ten sposób. Dzisiaj piszę już inaczej, jestem bardziej uporządkowana, zorganizowana, bo dzięki temu jest mi łatwiej i przyjemniej.

 
9. Już niedługo pojawi się Twoja kolejna powieść „Głód miłości”, o czym jest ta książka?

O potrzebie miłości bez względu na piętrzące się przeszkody. O tym, jak ludzie radzą sobie z problemami, o relacjach międzyludzkich. I o tym, że w życiu nie zawsze jest kolorowo, ale trzeba takie rzeczy przetrwać, dorosnąć, zaakceptować codzienność, jeśli nie można jej zmienić. O oswajaniu smoka :)

 
10. Czy masz już kolejne pomysły na książki? A może już się coś tworzy?

Pomysłów jest sporo, część już zrealizowana. Niebawem, po „Głodzie miłości”, pojawi się pierwsza część trylogii obyczajowej z wątkiem kryminalnym z Julianną Różańską w roli głównej. Mam nadzieję, że jako autorka pokażę kolejne swoje oblicze i zostanie ono dobrze przyjęte przez czytelników. Teraz kończę książkę, która pojawi się pomiędzy dwiema pierwszymi częściami trylogii, z dużym ładunkiem emocjonalnym, podobnie jak „Pozorność”.

 
11. Co Cię denerwuje u ludzi?

Staram się przebywać wśród ludzi, którzy nie powodują u mnie takich emocji. Eliminuję ze swojego otoczenia osoby, które mają na mnie toksyczny wpływ, które mnie w jakiś sposób drażnią i demobilizują. Jestem samotnikiem, dlatego też nie nawiązuję bliskich relacji.

 
12. Jesteś miłośniczką psów. Kochasz wszystkie czy jakąś szczególną rasę?

Kocham wszystkie, bez wyjątku. Te brzydkie, stare i chore też. Leon, Kama i Kaczor są ze schroniska, w różnym stanie zdrowia, w różnym wieku, z bardzo różnymi zachowaniami. I choć czasem mam mord w oczach, to i tak bym ich nie zamieniła na inne.

 
13.  Gdybym mogła być mężczyzną w jeden dzień, byłabym… (dokończ zdanie).

Rewolwerowcem - szeryfem na Dzikim Zachodzie, jak Wyatt Earp ;)




Serdecznie dziękuję autorce za poświęcony mi czas.




niedziela, 30 lipca 2017

"Miłość, po prostu" Żurnalista.pl





*Tytuł: "Miłość, po prostu"
*Autor: Żurnalista.pl
*Wydawnictwo: Żurnalista.pl
*Rok wydania: 2017
*Ilość stron: 229




*Ocena: 5/6






*Moje odczucia:






Dzisiaj przedstawiam Wam zbiór wierszy Żurnalisty. Są to niezwykle osobiste i bardzo emocjonalne fragmenty poezji, w której autor wyraża to co czuje.


Sam autor pozostaje dla nas tajemnicą. Jedyne co pisze o sobie to: "Żurnalista to zwykły facet, ale który chce kochać i być kochanym." Chyba, każdy z nas pragnie kochać i być kochanym. Niestety nie zawsze nasza miłość okazuje się być tą szczęśliwą.


Żurnalista kochał, tak prawdziwie, dzisiaj jednak przeżywa rozstanie ze swoją miłością, a swoje emocje przelewa na papier w postaci wierszy. Są one niezwykle prawdziwe i szczere do bólu. Występują czasem w nich wulgaryzmy, które nadają charyzmy tekstowi. Niewątpliwie widać, iż autorowi ciężko jest pogodzić się z utraconą miłością. Myśli o niej w każdej chwili, nawet kiedy jest z inną, jego myśli wracają do niej.






Wiersze są krótkie, jednak w pełni oddają obraz danej chwili autora. Czasem nie potrzeba zbyt wiele słów, by wyrazić to co się czuje. Tutaj emocje są niemalże namacalne. Czytając, człowiek zastanawia się nad sensem miłości, bowiem, jeśli raz pokochamy, kochamy już stale bez względu na wszystko. Miłość, po prostu.

Zarówno autor jak i Ona - kobieta do której i o której pisze pozostają dla nas jedną wielką zagadką. I to w tym wszystkim wydaje się być najciekawsze, gdyż nasz umysł może tylko snuć wyobrażenie o tym kim tak naprawdę są.




Miłość, po prostu to pozycja, która zawiera w sobie wulkan emocji, które na własnej skórze odczuje każdy czytelnik. To odkrywanie siebie i swoich pragnień poprzez autora, który kocha i pragnie być kochany. Miłość jest dla niego wszystkim. Po przeczytaniu tej pozycji nasuwa się ogrom refleksji, zatem zachęcam do przeczytania!




Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorowi.